Cytat:Czy była znowu jakaś reforma nomenklatury? Pytam bez złośliwości.
Przecież nie znowu tak dawno przedrostki dwu-, trzy-, cztero- itd.
zostały zastąpione przez di-, tri-, tetra-!
To nie byla reforma, tylko arbitralne zarzadzenie bez podania
przekonujacego uzasadnienia (a w domysle - ujednolicenie z Europa).
Zalecenia sa dodatkowo niespojne: nazwy powinny miec jednolity jezykowo
charakter (a wiec wyrzucamy polskie nazwy
pierwiastkow?). Tak wiec zostaje
furtka dla konserwatystow. Zmiana przedrostkow NIC nie daje: i tak anglik
nie zrozumie nazwy "kwas etylenoDI -itd.". Po prostu nie wie on, co znaczy
slowo "kwas"! Te reformy przysparzaja tylko klopotu mlodym adeptom chemii.
Maja oni juz teraz do opanowania kilka systemow: "stary" - bo przeciez
nikt nie przeznaczy na przemial bibliotek
"nowy", polsko-nie polski - bo tak sa pisane obecnie wydawane podreczniki
szkolne
"miedzynarodowy" - w czasopismach anglojezycznych
(Moim zdaniem, ewentualna zmiana tylko wtedy bylaby uzasadnina, gdyby
wprowadzono pelny system anglojezyczny, z angielskimi nazwami
pierwiastkow!)
Procz tego dochodzi galimatias w rodzaju "azotyn" - "azotan" - "azotan III"
- "azotan V". A tak nawiasem mowiac, jak zaznaczyc w "rzymskiej" notacji
stopien utlenienia zero lub
stopnie ulamkowe? Przegladajac prace
angielskojezyczne widze, ze ta nowoscia przejmuja sie glownie autorzy z
takich krajow jak Polska. Anglosasi po staremu pisza czesto "nitrite -
nitrate". W J.Chem.Educ. rzeczywiscie czesto spotyka sie "rzymskie"
dopiski, ale bez trudu mozna znalezc takze "ferrous ferricyanide" itp. A to
czasopismo jest dla mnie bez porownania wiekszym autorytetem.
Procz tego obowiazuje, zdaje sie, Ustawa o jezyku polskim... Te "reformy"
powtarzaja sie co pare lat i jest smutne, ze za kazdym razem znajduje sie
tak wielu gorliwcow do dostosowywania sie do kazdego takiego
rozporzadzenia... Ja nie wytykam korespondentom "Grupy" bezsensownego (moim
zdaniem) dostosowywania sie do zalecen, ktore sa (moim zdaniem)
nieuzasadnione. Przepraszam za przydlugi i w gruncie rzeczy jalowy temat.
Proponuje nie kontynuowac dyskusji i przejsc do porzadku nad istnieniem
konserwatystow, ktorzy akceptuja zmiany tylko wtedy, gdy korzysci
przewyzszaja balagan przez nie wprowadzany... Po kiego bylo wprowadzac
zmiany, jesli stara nazwa byla zupelnie jednoznaczna?
z najlepszymi pozdrowieniami