"FT": Stalin wciąż przesłania stosunki Rosji z ...

Taaa... Dorzućmy jeszcze, że w czasie zimnej wojny Polska według ZSRR miała być
"państwem buforowym". Jeśli tylko wojska lądowe weszły by do Polski lub krajów
satelitów ZSRR to poleciałyby na nie rakiety balistyczne i temperatury
podniosłyby się w pewnych miejscach o kilka tysięcy stopni, nastąpiłby boom w
środowisku naturalnym (grzyby urosłyby na kilka kilometrów w górę). A to przez
Polskę miało NATO w sumie najbliżej...

 

1. wrzesnia - rocznica wybuchu II Wojny Swiatowej

Wojsko Polskie rozmiarem i intensywnością oporu spowodowało iż Niemcy ponieśli w
Polsce znaczące straty, w szczególności w pojazdach wojskowych różnego typu i
samolotach. Armia niemiecka straciła ok. 1 000 czołgów i samochodów pancernych
(ok. 30 % stanu), lotnictwo niemieckie straciło ponad 700 samolotów (ok. 32 %
użytych w agresji na Polskę w 1939), 45 000 żołnierzy niemieckich zostało
zabitych lub rannych. Zużycie niemieckiego sprzętu wojskowego osiągnęło stopień,
przy którym dalsze jego użytkowanie wymagało generalnego remontu a intensywność
walk spowodowała, iż niemieckim siłom lądowym i powietrznym pozostało zapasów
amunicji na ok. 2 tygodnie walki.

Zawilski, Apoloniusz. Polskie fronty 1918-1945. Warszawa : Oficyna Wydawnicza
Volumen, 1996, s.120-125 (tom 1)

Ciekawe, czy to prawda:

W sumie to przeciez wiedzieli gdzie jada. Na wojne. Ale z tymi nieopanerzonymi
wozami to zapewne racja. Bodajze 3 lata temu przysluchiwalem sie na pewnej
konferencji ozywionej dyskusji nt honkerow w Iraku. Ktos twierdzil ze sprawdzaja
sie lepiej niz wozy amerykanskie czy japonskie (sic). Wtedy wstal adiunkt w
stopniu majora z Wyzszej Szkoly Oficerskiej Wojsk Ladowych we Wroclawiu i
powiedzial ze to brednia, bo ich oslona przeciwpancerna jest nijaka na tle
konkurencji. Podczas podziurawienia chlodnicy, te zagraniczne umozliwiaja
jeszcze odjechanie kilkaset metrow, natomiast polski "woz" wtedy jest taki,
jakby ktos zolwia przewrocil "kopytkami" do gory.

Dywizję pancerną diabli wzięli...

cancro napisał:

> Wczorajsze media podały, że 17BZ w Międzyrzeczu otrzyma pierwsze sześć KTO
> Patria, produkowanych w Polsce na fińskiej licencji.

cancro! Na milosc boska, nie powtarzaj glupot, ktore plota dziennikarzyny ;-)
Partia to nazwa firmy, natomiast KTO nazwwal sie AMV a dzis zowie sie "Rosomak",
czyli albo Patria AMV albo KTO Rosomak tak jak onegdaj KTO Skot (dzis WZM Poznan
oferuje zmodernizowane Skoty jako KTO Rys)

> Po pierwsze dziwi mnie,
> że Polacy, majac takie doświadczenia wojenne, nie potrafią wyprodukować sami
> takiego czegoś i muszą się tego uczyć od maleńkiej Finlandii.

doswiadczenia wojenne to jedno a technologia to drugie - vide: Gurkowie naleza
do najlepszych zolnierzy a tymczasem Nepal nie produkuje zadnego sprzetu
wojskowego. Zreszta zobacz, nawet wiekie USA sprowadzaja sprzet wojskowy z
zagranicy: pociski Pinguin z Norwegii czy Popeye z Izraela a UKM Mnimi to
przeciez licencja belgijskiego FN, nie mowiac juz, ze KTO Piranha to licencja
szwajcarsko - kanadyjska

> Po drugie, to nieudana konstrukcja, na której fachowcy nie zostawiają suchej
> nitki.

eh, jak zwykle polskie piekielko - a pamietasz jak doszlo do zerwania kontraktu
na izraelskie kpr panc NT-D? Tez byli "fachowcy", ktorzy mowili, ze to totalny
szajs a rok temu podpisano kontrakt i pierszwe Spike (dopracowane NT-D) wchodza
na wyposazenie WP a moglismy byc pierwszym krajem na swiecie, ktory
produkowalby i uzywal tych udanych pociskow

> I wreszcie po trzecie, to pierwszy krok do tego, aby w żagańskiej dywizji
> wszędobylskie gąsiennice zastąpić nieudanym transporterem.
> Czytałem kiedyś wypowiedź dowódcy Wojsk Lądowych, o konieczności wprowadzenia
> KTO w miejsce wozów gąsienicowych. Ten wielki nieudacznik, jakim niewątpliwie
> jest gen. Pietrzyk, ni mniej ni więcej dawał do zrozumienia, że takie
> transportery potrzebne nam są na misje na innych kontynentach(!). Najwyraźniej
> dieta oparta na hamburgerach zupełnie popsuła mózg pana generała!

No coz, taka moda Amerykanie swoje BWP Bradley chcieli w duzym stopniu zastapic
kolowymi Strykerami (rozwiniecie _l_i_c_e_n_c_y_j_n_y_c_h_ KTO Pinarnha) i
dzisiaj w Iraku jest wiecej Strykerow (doraznie zmodyfikowanch przez dodanie
azurowego stelaza chroniacego przed RPG7) niz Bradleyow i okazalo sie, ze choc
dosc latwo je unieszkodliwic celnym strzalem z RPG7 to zalogi przezywaja w o
wiele wiekszym procencie niz w silnie opancerzonych Bradleyach. Zreszta dzis
nasze BWP1 na polu walki poza ruchliwoscia w ciezkim terenie nie maja wiekszych
mozliwosci niz KTO "bojowy"

 

ciesze sie, ze nie mieszkam w Polsce

Dobrze jest wiedzieć że:
1.Utrzymanie polskich wojsk w okupacji Iraku kosztuje polskiego podatnika ca
130mln. zł rocznie. Resztę płacisz ty.

2.Pociski samonaprowadzające Spike izraelskiego koncernu Rafael wygrały
konkurencję z Euromissile (Francja), Danel (RPA) i Sidewinder (USA). Wygrały
ceną i zaawansowanie technicznym. Koszt zakupu to ok. 1,5mld zł czyli ca 500mln
USS. Nie bez znaczenia to, że część technologii przekazana jest do polskiej
firmy Mesko w Skarżysku Kamiennej, gdzie będzie odbywała się produkcja.
Odpowiedni fragment ze strony MON:

..."Wyrzutnie SPIKE i pociski SPIKE-LR Dual to technika najnowszej, trzeciej
generacji, która będzie obecna w polskiej armii przez najbliższe 25-30 lat. Na
ich zakup z budżetu ministerstwa obrony zostanie przeznaczone 1,5 mld zł. Jeden
pocisk kosztuje ponad 100 tys. dolarów. Planuje się, że rocznie będzie
wystrzeliwanych 25 sztuk. Polskie siły zbrojne do 2013 r. mają otrzymać 264
wyrzutni SPIKE i 2675 pocisków SPIKE-LR Dual. Planuje się, że do końca tego
roku zostaną dostarczone 24 wyrzutnie. Wojska Lądowe otrzymają też trenażery i
symulatory umożliwiające ćwiczenie bez użycia kosztownych pocisków. SPIKE może
być montowany na samochodach patrolowych Humveei na kołowych transporterach
opancerzonych.
Pociski SPIKE-LR Dual mają zasięg do 4 km, a odległość tę pokonują w 26 sek. W
głowicy pocisku znajdują się dwie kamery: telewizyjna i na podczerwień, które
pozwalają na automatyczne naprowadzanie go na cel oraz korygowanie lotu przez
operatora. Pociski SPIKE-LR Dual przebijają pancerz stalowy o grubości 70
centymetrów. Zestaw składający się z wyrzutni i z pocisku waży 26,2 kg, a może
być przenoszony przez dwóch żołnierzy. Ta broń może być używana w temperaturze
od minus 25 do plus 55 stopni.(..)SPIKE-LR jest zestawem III generacji,
podwójnego działania, który zapewnia automatyczne naprowadzanie pocisku na cel
lub, dzięki łączu światłowodowemu pomiędzy wyrzutnią a pociskiem, możliwość
korekcji lotu pocisku przez operatora aż do uderzenia w cel. Za pośrednictwem
światłowodu operator otrzymuje obraz z mikrokamery telewizyjnej lub termalnej
(w zależności od warunków strzelania) umieszczonej na głowicy naprowadzającej
pocisku. PPK SPIKE prowadzony jest zazwyczaj po trajektorii powyżej linii
celowania, co pozwala zniszczyć cel pozostający w ukryciu".

3. Polska ma prezydenta, wybranego głosami 55% wyborców. Nazywa się on
Aleksander Kwaśniewski.

"Przysiady", durniu.

Polacy w armii Niemiec hitlerowskich (1)

Polacy w armii Niemiec hitlerowskich (1)
Ubocznym tematem polemiki, jaka wywiązała się w nin. forum, w wątku "Wyrazy
szacunku dla Żydów", stała się kwestia udziału obywateli RP - Polaków i Żydów
w walkach w różnych formacjach i na różnych frontach II. w. św..
W niniejszym wątku chcę się odnieść do drażliwej kwestii służby Polaków w
armii niemieckiej. Liczebność tych osób była na tyle duża, że trudno ten fakt
uznać za mało istotny. We wstępie pragnę przeprosić za zbytnią długość
tekstu. Złożoność tego zagadnienia i opaczne rozumienie przez niektórych
polemistów problemu, wymaga opisania wielu istotnych związanych z tematem
kwestii.
Spośród zniemczonych Polaków z regionów Polski inkorporowanych do III. Rzeszy
do niemieckiego wojska wcielono praktycznie całą męską populację w wieku
poborowym (Wehrpflichtige). Wg historyków niemieckich w niemieckich
formacjach militarnych służyło ok. 250 tys. Polaków. Były to osoby z listy
narodowościowej grupy II. - Volksdeutsche, z listy grupy III. -
Eingedeutschte oraz grupy IV. - Schutzangehörige des Deutschen Reiches. Osoby
narodowości polskiej powoływano prawie wyłącznie do wojsk lądowych, rzadko do
marynarki wojennej, a jeszcze rzadziej do lotnictwa. Żołnierze niemieccy
określali swoich polskich Kameraden pogardliwie "Beutekameraden" (zdobyczni
towarzysze broni). W Wehrmachcie nie mogły te osoby być mianowane na
stanowiska dowódcze, a ich awanse były możliwe do stopnia kaprala.
Polacy służący w militarnych formacjach Niemiec hitlerowskich (nie tylko w
jednostkach Wehrmachtu) byli - jakby na ten fakt nie patrzeć - zdrajcami.
Trudno się zgodzić z historykiem (Józef Milewski), że osoby podpisujące się
pod Volkslistą trafiali wyłącznie do Wehrmachtu. Podobnie jak trudno przyjąć,
że ci wszyscy hitlerowscy funkcjonariusze okupanta, którzy przesłuchiwali
polskich więźniów w języku polskim byli absolwentami polonistyki.
Dygresja: Kiedy w roku 1942 aresztowano mojego ojca (w Warszawie),
towarzyszący gestapowcom żandarm zwrócił się do mojej matki po polsku, z
wyraźnym śląskim akcentem: "Zabierz matka staremu obrączka, już mu nie będzie
potrzebna".
Na Śląsku, bodaj w Katowicach, w pierwszych dniach po opanowaniu tej części
Polski przez Niemców, w zwycięskiej paradzie niemieckich wojsk inwazyjnych
uczestniczyła kolumna polskich jeńców (w polskich mundurach wojskowych),
etnicznych Niemców, niosąc demonstracyjnie hitlerowską flagę.

Wojsko głodne . To Klicha trzeba odwołać

Wojsko głodne . To Klicha trzeba odwołać
A Klich udaje że jest ok. Co to za rząd ze stoczniami też mówili ze
jest ok.Prawdy nie da się odwołać.
Wdowa po kpt. Ambrozińskim: Żołnierzom w Afganistanie brakuje broni
i jedzenia

- Nie mogę pozwolić, by śmierć mojego męża poszła na marne - mówi
dziennikowi "Polska" Natalia Ambrozińska, wdowa po poległym w
Afganistanie polskim żołnierzu. Kobieta jest wdzięczna generałowi
Skrzypczakowi za słowa o brakach w polskiej armii. Zdradza także, że
po śmierci męża, mimo zapewnień nie uzyskała żadnej pomocy od
ministra obrony Bogdana Klicha.

Gen. Waldemar Skrzypczak: nigdy nie uderzałem w ministra
śmierć żołnierza (17-08-09, 09:52) Dowódca Wojsk Lądowych oskarża
biurokratów. "Czara się przelała" (17-08-09, 06:42) Wreszcie ktoś
poruszył to bagno, jakim jest polityka wobec wojska - tak słowa
dowódcy wojsk lądowych gen. Waldemara Skrzypczaka skomentowała wdowa
po poległym polskim żołnierzu. Skrzypczak w wywiadzie
dla "Dziennika" skrytykował braki w wyposażeniu polskiej armii i
bałagan decyzyjny jaki wprowadzają cywilni urzędnicy MON.

- Bogdan Klich dzwonił do mnie z kondolencjami. Mówił wtedy, że mogę
na niego liczyć. Gdy potrzebowałam pomocy, próbowałam się do niego
dodzwonić. Nie znalazł dla mnie czasu. Byłam odsyłana od jednego
ministra do drugiego. Dopiero generał Skrzypczak zainteresował się
moją sprawą - powiedziała Natalia Ambrozińska w wywiadzie dla
dziennika "Polska". Wdowa po poległym kapitanie chciała przyspieszyć
sprowadzenie ciała męża do Polski. Pomogła w tym dopiero interwencja
gen. Skrzypczaka.

REKLAMY GOOGLE
Kierunek Historia
Studia I Stopnia na Akademii Marynarki Wojennej - Dołącz do Nas
www.amw.gdynia.pl

Kobieta mówi też, że polscy żołnierze zanim wyjadą na misję muszą
sami zaopatrzyć się w bardzo drogie wyposażenie. Polskim oddziałom
brakuje bowiem wszystkiego, nawet jedzenia.

Więcej o burzy w polskiej armii po wypowiedzi gen. Skrzypczaka w
dzisiejszym wydaniu dziennika "Polska"

Iran i Korea Płn. mogą użyc broni nuklearnej

Świat

AAAPAP, PKo/06:18
Stan najwyższej gotowości wojsk Korei Płd. i USA

Południowokoreańscy żołnierze

Wojska Korei Południowej i USA na granicy z Koreą Północną zostały w
czwartek postawione w stan najwyższej od 2006 roku gotowości, po tym
jak Phenian zagroził atakami na cele sojuszu.
Dowództwo połączonych sił amerykańskich i południowokoreańskich
zmieniło stopień pogotowia z trzeciego na drugi stopień -
poinformował rzecznik ministerstwa obrony Korei Południowej Won Te
Dze.

Oznacza to prowadzenie szerszej obserwacji lotniczej, mobilizację
analityków i innych środków do zbierania danych wywiadowczych i
obserwacji Korei Północnej - tłumaczył rzecznik.

Podkreślił, że to najwyższy poziom gotowości od 2006 roku, kiedy to
Phenian przeprowadził pierwszą próbę nuklearną.

W Korei Południowej stacjonuje ok. 28,500 amerykańskich żołnierzy.

Seulski dziennik "Chosun Ilbo" napisał, powołując się na źródła w
ministerstwie obrony, że Korea Południowa szykuje się na
ewentualność ostrzału artyleryjskiego lub rakietowego w pobliżu
spornego odcinka granicy morskiej na zachodzie.

Dzień wcześniej Korea Północna groziła "odpowiedzią militarną" w
razie próby zatrzymania czy inspekcji jej jednostek morskich i
odrzuciła podpisany w 1953 roku rozejm, kończący wojnę koreańską.

Północ odpowiedziała w ten sposób na decyzję Południa o
przystąpieniu do amerykańskiej Inicjatywy przeciwko Proliferacji
Broni Masowego Rażenia (z ang. PSI, Proliferation Security
Initiative).

Celem inicjatywy jest zapobieganie transportu drogą morską, lądową
bądź powietrzną broni masowego rażenia oraz środków służących do jej
produkcji i przenoszenia. PSI przewiduje m.in. zatrzymywanie statków
podejrzanych o przewożenie takich materiałów.

Program nie opiera się na żadnych traktatach, a uczestnictwo w nim
jest dobrowolne. W inicjatywę zaangażowało się blisko 100 państw, w
tym Polska.

Korea Południowa przystąpiła do PSI po poniedziałkowej próbie
podziemnej nuklearnej w Korei Północnej.

Północ już od dawna ostrzegała, że przystąpienie Południa do PSI
będzie uważała za wypowiedzenie wojny. W oficjalnych mediach wciąż
powtarza się, że "małe przypadkowe starcie może doprowadzić do wojny
nuklearnej".

Światowej sławy ludzie Warniji

Dawno, oj dawno mnie tu nie było. Od czasu do czasu hurtem przeglądam, co
piszecie i dziś znalazłem wątek o sławnych Warmiakach. Kiedyś takowych tropiłem,
więc dorzucam 2 nazwiska i to z moich okolic.
Rainer Barzel urodził się 20 czerwca 1924 w Braniewie. Był jednym z bardziej
znanych polityków CDU, przez 2 lata (1971-73) sprawował nawet funkcję
przewodniczącego tej partii. Niewiele brakowało, a zostałby kanclerzem RFN po
przyspieszonych wyborach w listopadzie 1972. Przegrał jednak jednym głosem z
Willym Brandtem (ponoć był to głos odkrytego potem w szeregach SPD szpiega
stasi). Do rzędu dostał się w 1982 - w gabinecie Helmuta Kohla pełnił funkcję
ministra spraw wewnątrzniemieckich. W 1983 przestał być ministrem, a został
przewodniczącym Bundestagu. Z tej funkcji i z polityki w ogóle odszedł w 1984 po
wybuchu tzw. afery Flika (korumpowanie polityków przez koncern). Jako że żona
Barzela była spokrewniona z właścicielami koncernu, padły na niego ciężkie
zarzuty. Po latach oczyszczono go z zarzutów, bo okazało się, że choć wziął winę
na siebie, winny nie był. Zmarł niedawno - 26 sierpnia 2006. W Braniewie spędził
tylko kilka pierwszych lat życia, bo jego rodzina jeszcze przed wojną wyjechała
do Berlina.
Jeszcze mniej w rodzinnym mieście (też Braniewie) spędził Hartmut Bagger,
generał Bundeswehry (urodził się 17 lipca 1938). Do armii wstąpił w 1958, tuż po
maturze. Szkolił się w Niemczech (m.in. Akademia Dowodzenia Bundeswehry), w
Wielkiej Brytanii i USA (Armed Forces Staff College w Norfolk). Generałem
brygady został w 1988, dwa lata później objął dowództwo 12 dywizji pancernej w
Würzburgu. W 1991 roku dostał awans na generała majora, a po roku na generała
porucznika. W 1993 r. mianowano go Inspektorem Wojsk Lądowych, a po 3 latach
dostał funkcję Generalnego Inspektora Bundeswehry. Jednocześnie awansowano go do
stopnia generała (czterogwiazdkowego), co jest najwyższą szarżą w niemieckiej
armii. 19 marca 1999 prezydent Kwaśniewski odznaczył go Krzyżem Komandorskim z
Gwiazdą Orderu Zasługi za wybitne zasługi dla rozwoju współpracy polsko -
niemieckiej.
Mam jeszcze jednego, póki co znanego w Niemczech, ale jest jeszcze młody, więc
ma czas zyskać sławę światową. Nazywa się Adrian Kasnitz, jest pisarzem, a
urodził się 10 stycznia 1974 w Ornecie. Czy dobrze pisze, nie wiem, bo nie
czytałem jeszcze żadnej jego książki. Jak przeczytam, doniosę.
A póki co pozdrawiam

Defiladowy cyrk, Kaczor jedzie Honkerem i macha !

Polonia zachwycona defiladą !!!!!!!!!!My też!
Tak jeszcze nie było
Około tysiąca żołnierzy, samoloty F-16, czołgi, transportery, czyli
to, czym może się pochwalić polska armia, można było zobaczyć na
ulicach Warszawy. A wszystko z okazji święta Wojska Polskiego.
Paradzie przyglądały się tysiące widzów.

Uroczystości rozpoczęły się od przeglądu oddziałów, którego dokonał
prezydent Lech Kaczyński, jadąc w odkrytym samochodzie terenowym.
Prezydent przed Belwederem odbierał również defiladę.

Rozpoczęli ją kawalerzyści ze szwadronu reprezentacyjnego, a
zakończyli kawalerzyści pancerni w czołgach Twardy i Leopard. W
kolumnie przejechały też samobieżne armatohaubice Dana, wyrzutnie
rakiet przeciwlotniczych Osa i bojowe wozy piechoty BWP-1.
Przejechało kilkadziesiąt samochodów Skorpion i Humvee, a także
transporterów kołowych Rosomak. Przemaszerowali żołnierze w
mundurach sił lądowych, powietrznych i morskich, orkiestra w
barwnych strojach historycznych, reprezentanci szkół oficerskich.

W defiladzie wzięli też udział żołnierze z najstarszego pułku
artylerii we Francji – 1. pułku artylerii w Belfort, w którym w
stopniu porucznika służył Napoleon Bonaparte. Była to rewizyta po
udziale polskiego pododdziału w defiladzie 14 lipca na Polach
Elizejskich w Paryżu.

Nad defilującymi przeleciały cztery biało-czerwone samoloty Iskra,
wypuszczając białe i czerwone smugi dymu. Nad głowami widzów
pojawiły się śmigłowce szturmowe Mi-24, transportowe Mi-17 oraz
helikoptery morskie. Z hukiem przemknęły w jednym szyku samoloty
bojowe - F-16, MiG-29 i Su-22.

Okoliczne ulice były pełne widzów – mieszkańców Warszawy i turystów
przybyłych z pobliskiego festynu w Łazienkach. Przemarsz i przejazd
poszczególnych kolumn był nagradzany oklaskami, zwłaszcza gdy
siedzący w wieżach swych wozów żołnierze machali do publiczności.

Na kilkadziesiąt minut przed defiladą zatkały się okoliczne ulice,
podobnie było po jej zakończeniu. Wiele osób, by lepiej widzieć,
wchodziło na murki i ogrodzenia.

Tegoroczna defilada z udziałem tysiąca żołnierzy i dziesiątków
pojazdów, była największa od 1974 roku. W ubiegłych latach
niewielkie defilady pododdziałów reprezentacyjnych kończyły
uroczystą odprawę wart przy Grobie Nieznanego Żołnierza. Przed
rokiem uroczystości zakończyła parada z udziałem szwadronu
kawalerii, śmigłowców i transporterów opancerzonych.

(TVP)

Czy jest na forum ktoś, kto nie oglądał defilady?

Polonia zachwycona!!!!!!!! Polacy tez!!!!!!!!!!!
Tak jeszcze nie było
Około tysiąca żołnierzy, samoloty F-16, czołgi, transportery, czyli
to, czym może się pochwalić polska armia, można było zobaczyć na
ulicach Warszawy. A wszystko z okazji święta Wojska Polskiego.
Paradzie przyglądały się tysiące widzów.

Uroczystości rozpoczęły się od przeglądu oddziałów, którego dokonał
prezydent Lech Kaczyński, jadąc w odkrytym samochodzie terenowym.
Prezydent przed Belwederem odbierał również defiladę.

Rozpoczęli ją kawalerzyści ze szwadronu reprezentacyjnego, a
zakończyli kawalerzyści pancerni w czołgach Twardy i Leopard. W
kolumnie przejechały też samobieżne armatohaubice Dana, wyrzutnie
rakiet przeciwlotniczych Osa i bojowe wozy piechoty BWP-1.
Przejechało kilkadziesiąt samochodów Skorpion i Humvee, a także
transporterów kołowych Rosomak. Przemaszerowali żołnierze w
mundurach sił lądowych, powietrznych i morskich, orkiestra w
barwnych strojach historycznych, reprezentanci szkół oficerskich.

W defiladzie wzięli też udział żołnierze z najstarszego pułku
artylerii we Francji – 1. pułku artylerii w Belfort, w którym w
stopniu porucznika służył Napoleon Bonaparte. Była to rewizyta po
udziale polskiego pododdziału w defiladzie 14 lipca na Polach
Elizejskich w Paryżu.

Nad defilującymi przeleciały cztery biało-czerwone samoloty Iskra,
wypuszczając białe i czerwone smugi dymu. Nad głowami widzów
pojawiły się śmigłowce szturmowe Mi-24, transportowe Mi-17 oraz
helikoptery morskie. Z hukiem przemknęły w jednym szyku samoloty
bojowe - F-16, MiG-29 i Su-22.

Okoliczne ulice były pełne widzów – mieszkańców Warszawy i turystów
przybyłych z pobliskiego festynu w Łazienkach. Przemarsz i przejazd
poszczególnych kolumn był nagradzany oklaskami, zwłaszcza gdy
siedzący w wieżach swych wozów żołnierze machali do publiczności.

Na kilkadziesiąt minut przed defiladą zatkały się okoliczne ulice,
podobnie było po jej zakończeniu. Wiele osób, by lepiej widzieć,
wchodziło na murki i ogrodzenia.

Tegoroczna defilada z udziałem tysiąca żołnierzy i dziesiątków
pojazdów, była największa od 1974 roku. W ubiegłych latach
niewielkie defilady pododdziałów reprezentacyjnych kończyły
uroczystą odprawę wart przy Grobie Nieznanego Żołnierza. Przed
rokiem uroczystości zakończyła parada z udziałem szwadronu
kawalerii, śmigłowców i transporterów opancerzonych.

(TVP)

Kłopoty z NATO-wskim porte

Sława!

Prace przy budowie bazy NATO w Świnoujściu muszą przyspieszyć, w przeciwnym
wypadku nie Polska nie dotrzyma sojuszniczych zobowiązań. O takim zagrożeniu
mówił minister obrony narodowej Bogdan Klich, który odwiedził w czwartek 8.
Flotyllę Obrony Wybrzeża.

Po Gdyni przyszła kolej na Świnoujście. Bogdan Klich zwiedził drugi z portów
wojennych polskiej marynarki wojennej. Szefa resortu obrony interesował postęp
prac przy modernizacji bazy morskiej, która jest jedną z największych inwestycji
NATO w polskiej armii. Wielomiesięczne opóźnienie wynika z kłopotów, jakie
pojawiły się podczas robót hydrotechnicznych. Zagroziły one potężnemu, przeszło
100-metrowemu słupowi, który unosi ponad torem wodnym jedyną linię energetyczną
zaopatrującą w prąd lewobrzeżne Świnoujście.

- Mam nadzieję, że spółka energetyczna, która na długi czas sparaliżowała prace
przy modernizacji nabrzeża, zrozumie, iż inwestycja ta jest w naszym wspólnym
interesie. Niezrealizowanie jej do 31 grudnia tego roku oznaczało będzie nie
tylko trudności dla nas, ale również naszych sojuszników z NATO – powiedział
Bogdan Klich.

Podczas wizyty na pokładzie jednego ze stacjonujących w Świnoujściu okrętów
transportowo-minowych minister pytał o możliwości operacyjne i koszty
eksploatacji jednostek wchodzących w skład 8. Flotylli Obrony Wybrzeża. Jak
tłumaczył, informacje na ten temat są niezbędne przy planowaniu dalszej
modernizacji marynarki wojennej. Natomiast w krótkiej rozmowie z marynarzami
poinformował o planach uzawodowienia polskiej armii.

- Szczególną wagę przywiązujemy do służby nadterminowej, traktujemy ją bowiem
jako pomost pomiędzy poborem, a służbą zawodową. Cieszę się, że od stycznia tego
roku udało się podnieść wynagrodzenie żołnierzom nadterminowym do kwoty
1700-1800 zł. Od stycznia przyszłego roku powinno ono wynosić 2200 zł. Dla
marynarki wojennej likwidacja poboru nie będzie tak trudna, bo jest ona w
znacznie większym stopniu uzawodowiona, aniżeli wojska lądowe – powiedział
Bogdan Klich.
(mib)

Forum Słowiańskie
gg 1728585

Tusk: Nie dam się wpędzić w pułapkę, że albo Ka...

Tusio nie opowiedzial Ci o zbrodniach Wermachtu ?
to poczytaj tutaj sobie czym sie zajmowal sie Wermacht

Zbrodnie Wehrmachtu w okupowanej Polsce [edytuj]
Wehrmacht uczestniczył aktywnie w terrorze na terytorium okupowanej
Polski od wiosny 1942.[2] W okresie 1939-1942 w niewielkim stopniu
był zaangażowany w akcje przeciwko ludności polskiej, jednak już w
maju 1942 wziął udział w dużej akcji pacyfikacyjno-partyzanckiej na
Lubelszczyźnie. Rozkazy Wilhelma Keitla z 23 lipca 1942 i Adolfa
Hitlera z 18 sierpnia 1942 nakładały na niemieckie dowództwo wojsk
lądowych obowiązek wydzielenia odpowiednich sił i uczestniczenia w
likwidowaniu różnych form oporu na ziemiach polskich. W Generalnej
Guberni Wehrmacht od 1942 bierze udział w kolejnych zbrodniach[2]:

Akcje pacyfikacyjno-przeciwpartyzanckie połączone z połączone z
rozstrzeliwaniem ludności cywilnej i paleniem osiedli.
Rozstrzeliwanie ukrywającej się przed zagładą ludności żydowskiej,
tłumieniu powstania warszawskiego oraz likwidacją buntu w obozie
koncentracyjnym Sobibor w październiku 1943.
Zbrodnie popełnione na ludności polskiej podczas powstania
warszawskiego - żołnierze Wehrmachtu uczestniczyli w masowych
egzekucjach ludności cywilnej na warszawskim Marymoncie w dniu 14
sierpnia 1944.[3][4] Podobne egzekucje Wehrmacht przeprowadzał także
w sierpniu 1944 na warszawskim cmentarzu Powązki[3], gdzie
likwidowano tylko mężczyzn.
Aktywne uczestnictwo w łapankach ludności polskiej, która kierowana
była następnie w celu eksterminacji do obozów koncentracyjnych.
Generałowie Wehrmachtu wiedzieli o Holocauście.[5]
Rozkazy niemieckiego dowództwa wojsk lądowych przeznaczonych dla
Wehrmachtu dotyczące pacyfikacji wsi, miejscowości czy regionów i
niszczenia grup partyzanckich z reguły dotyczyły także likwidowania
kobiet, dzieci oraz starców.[2] Działania takie miały miejsce w
przypadku akcji Wehrwolf w której wzięły udział siły Wehrmachtu w
liczbie 10 tys. żołnierzy - w jej toku zniszczono dziesiątki wsi,
zamordowano ok. 1000 ludzi, 60 tys. wywieziono oraz porwano setki
dzieci. Kulminacja działań pacyfikacyjno-przeciwpartyzanckich
Wehrmachtu nastąpiła w listopadzie 1943, przeprowadzono wtedy ponad
100 akcji tego typu, zakończonej śmiercią wielu Polaków.
Zbrodnie Wehrmachtu w Polsce nie były były znane w Niemczech,
wystawa z 2001 "Verbrechen der Wehrmacht. Dimensionen des
Vernichtungskrieges 1941-1944" ograniczała się zbrodni w ZSRR.
Dopiero w 2005 otwarto w Niemczech wystawę o zbrodniach w Polsce pod
tytułem "Größte Härte ... Verbrechen der Wehrmacht in Polen
September/Oktober 1939".

nadal bedziesz porownywal smieszne wyklady ze sluzba w wojsku
zbrodniczego antypolskiego panstwa ?

Proces wspólników Saddama

Proces wspólników Saddama
W 1991 roku prezydent Bush-senior publicznie wzywał Irakijczyków
do "obalenia tyrana". Szyici na południu Iraku i Kurdowie na północy
Iraku korzystając z rozbicia i rozpręzenia w armii irackiej,zasilani
przez tysiące dezerterów z wojska oraz korzystając z wprowadzonego
w układzie rozejmowym zakazu lotów dla samolotów i śmigłowców
Saddama i zakazu przemieszczania się dla jego wojsk pancernych i
zmechanizowanych egzekwowanym przez lotnictwo alianckie rozpoczęli
powstanie zbrojne przeciw Saddamowi Husajnowi .Osiągnęli duże
sukcesy zajmując ponad połowę irackich prowincji zdobywając m.in
Basrę(drugie co do wielkosci miasto kraju) i Kirkuk(5 co do
wielkości miasto Iraku położone w okolicy dużego zagłębia ropy
naftowej )oraz oblegając Mosul .Wydawało się że władzy Saddama nic
już nie może uratować.....
Amerykanie na powstania szyitów i Kurdów zareagowali...odwołaniem
zakazu lotów dla lotnictwa Husajna oraz odwołaniem zakazu
przemieszczania się kolumn wojsk pancernych i
zmechanizowanych.Samoloty i śmigłowce szturmowe przygniotły do ziemi
szyicko-kurdyjskich powstańców a kolumny wojsk pancernych i
zmechanizowanych wspierane przez piechotę dokonały reszty krwawo
dławiąc powstanie.Zginęło ponad 100 tysięcy ludzi ponad 2 miliony
uciekły z Iraku do Turcji i Iranu .....
Szyiccy powstańcy nie doczekali się żadnej pomocy ze strony USA, po
paru miesiącach specsłużby USA udzieliły jej natomiast natomiast
rozbitym powstańcom kurdyjskim.Mogli oni powrócić do Iraku i umocnić
się w Kurdystanie irackim ale nie w Kirkuku pozostającym pod
kontrolą Saddama...
W Polsce powszechnie twierdzi się(vide-PW 1.8 )że politycy i
przywódcy mocarstw mają obowiązek kierując się altruizmem i
bezinteresownoscią bezwarunkowo wspierać powstania także te
politycznie skierowane przeciwko nim lub interesom ich krajów
ainaczej są zbrodniarzami.Twierdzi się też że przywódcy państw
zachodnich tak robią.
To jak w takim razie nazwać postępowanie prezydenta Busha w 1991
roku (a w mniejszym stopniu takze prezydenta Francji i premiera
Wielkiej Brytanii bo ich oddziały lądowe i lotnictwo także tam się
znajdowały )który nie miał zamiaru wspierać powstania szyitów
(proirańskich i wrogich USA)i uważał że nie może wesprzeć Kurdów w
Kirkuku-byli oni wprawdzie entuzjastycznie prozachodni i
proamerykańscy ale poparcie ich szkodziło stosunkom USA z Turcją -
strategicznym sojusznikiem w regionie?
Czym była biernosć USA i zachodu wobec powstania 1991?
Zbrodnią czy realpolitik?

jednak jestesmy gorszakategoria amerykanow

Ale nie na tyle gorszą, żeby nie móc się bić...
Ale nie na tyle gorszą, żeby nie móc się bić...

www.wirtualnapolonia.com/teksty.asp?TekstID=4864
537 Polakow w Armii USA na Bliskim Wschodzie
195 nie ma obywatelstwa USA

2003-04-11 (09:15) Nowy Dziennik

W silach zbrojnych USA w wojnie z Irakiem sluzy obecnie 537 Polakow. 342 ma
obywatelstwo USA. 195 nosi amerykanskie mundury posiadajac tylko obywatelstwo
polskie.</BZ

Wedlug danych Departamentu Obrony USA 37 z tych, ktorzy maja tylko obywatelstwo
polskie, odbywa sluzbe wojskowa w Iraku w oddzialach piechoty morskiej, w tzw.
marines. 98 to zolnierze oddzialow ladowych, 18 sluzy w silach powietrznych, a
42 w marynarce wojennej. Zaden z nich nie odbywa sluzby wojskowej w stopniu
oficera, gdyz moze byc nim tylko obywatel USA. W razie powrotu do Polski osoby
sluzace w amerykanskich jednostkach wojskowych moga popasc w konflikt z prawem.

"Moze sie tak zdarzyc, chociaz polskie wladze nie beda ich scigac za to, ze
sluzyli bez pozwolenia w obcej armii" ­ poinformowala "Nowy Dziennik" konsul ds.
prawnych z konsulatu RP w Nowym Jorku Marta Grabowska. Jesli jednak na
przejsciu granicznym zdarzy sie, ze zostana dokladnie sprawdzeni, wowczas, jak
to ujela przedstawicielka polskiego konsulatu, "jest mozliwe, ze moga miec
klopoty". Prawo polskie mowi bowiem, ze kazdy obywatel Polski musi uzyskac
pozwolenie polskich wladz wojskowych na sluzbe w wojsku obcego kraju. "Taki
wlasnie jest stan prawny tych osob" ­ podkreslila konsul Grabowska.

Dane Departamentu Obrony USA mowia takze, ze w silach zbrojnych USA sluzy
obecnie 342 Polakow posiadajacych amerykanskie obywatelstwo. 93 z nich to
oficerowie, 38 sluzy w wojskach ladowych, 36 w silach powietrznych, 7 w
marines, 12 w marynarce wojennej. Pozostale 249 osob to szeregowcy. 90 z nich
jest w wojskach ladowych, 4 w oddzialach obrony wybrzeza, 68 w silach
powietrznych, 45 w marines, 42 w marynarce wojennej.

Marek Tomaszewski

Bumar znów przegrał

Wycofac sie z handlu bronia !
Gość portalu: xeno napisał(a):

> Ilu żołnierzy na razie straciliśmy? Czterech, pięciu? W tym samym czasie
więcej zginęło w kraju w wypadkach i od samobójstw.

To cyniczny idiotyzm do kwadratu. Zalozmy, ze po wypadku drogowym
w wyniku podstawowych beldow oraz korupcji chirurga straci pan
obie nogi. Tez bedzie pan tlumaczyl, ze wszystko w porzadku,
bo statystycznie w innych szpitalach wiecej jest podobnych
przypadkow?

> F16 za 4 miliardy? Nasze wnuki spłacać? Niepotrzebne? A poza tym czujesz się
> dobrze? Bo bredzisz strasznie. Jak nie masz pojęcia o podstawowych
> faktach, to lepiej się nie odzywaj.

Zastepuje pan argumentacje obrazaniem interlokutora. Nie podaje
pan faktow, ktore rzekomo pan zna.
Prawda jest taka:
1.
Polska nie jest zagrozona militarnie przez nikogo
w nastepnych 50 latach. Takze przez Rosje nie jest
zagrozona.
2.
Polska powinna z tego powodu ograniczyc swe wydataki militarne
do absolutnego minimum, a nawet zaryzykowac wykluczenie z NATO.
Jedynym zagrozeniem dla Polski jest zacofanie w dziedzinie
gospodarki cywilnej - w porownaniu do Czech, Wegier, a tym
bardziej do np. Francji, Polska w ogole nie inwestuje w nauke.
3.
Polska otrzymuje pomoc od UE i za czesc tej pomocy
kupila F16 od USA (pewnie z wdziecznosci za amerykanska pomoc
dla Hitlera we wrzesniu 1939 roku, za odstapienie Polski
ZSRR po 1945 roku oraz za pozwolenie Polsce na agresje na Irak).
Te F16 kosztuja ok. 3,8 mrd. Euro ale wyszkolenie jednego pilota
wojskowego kosztuje tyle co samolot - na jeden F16 przypadnie
kilku pilotow. Do tego dojda koszty integracji F16 w obecna strukure
wojska - bazy, remonty, szkolenia obslugi naziemnej, komunikacja,
wspolpraca z wojskami ladowymi itp.
Lacznie Polska wyda na te zakichane F16 ok. 6 mrd. Euro.
Za polowe tej sumy rektorzy polskich uczelni obiecaliby
polskich noblistow w naukach przyrodniczych w 15 lat.
4.
Kwasniewski uzasadnil swa agresje na Irak tym, ze okolo
50.000 polskich fachowcow z PZPR-u pracowalo juz w Iraku
pomagajac Husseinowi umacniac jego wladze wiec sprawdza sie
i teraz. W rzeczywistosci Kwasnieskiemu i spolce chodzi tylko
o jedno: by ich CIA i Mossad pozostawili przy korycie, czyli by
mogli min. pod pozorem obrony Polski robic interesy w handlu
bronia, bezkarnie korumpowac kraj, i szczuc przy tym glupich
Polaczkow przy tym "terroryzmem" i Rosja.

> Co do zarabiania przez polaków - czytać umie? To nie widział kawałka o
> konsorcjum ANHAM, w którym są polskie firmy?

Handel bronia szczescia Polsce nie przyniesie.
Zadziwia i w najwyzszym stopniu niepokoi,
ze w forum emocje wzbudzala idiotyczna nadzieja
na zarobienie na bazach USA w Polsce, a obecnie
wzbudza nadzieja na dorobienie sie na cudzym
nieszczesciu, czyli na handlu bronia.
Tymczasem istnieje nieskonczenie wiele innych
dziedzin, w ktorych mozna sie specjalizowac
gospodarczo: w medycynie, w logistyce, w przemysle
cywilnym, w informatyce itd. itp.

> Ty nie bezrobotny jesteś, tylko bezmyślny.

Forumowicz "bezrobotny" slusznie wskazuje, ze
na militaryzacji Polski zyskuje tylko Kwasniewski
i spolka, a traca polscy bezrobotni i Polska.

Piotr Kraczkowski
CV:
www.geocities.com/pkraczkowski/evitae.htm
www.geocities.com/pkraczkowski/europa/gpatent.htm
www.geocities.com/pkraczkowski/politik/glinkpol.htm
www.geocities.com/pkraczkowski/europa/gpalesti.htm

Największe problemy w przyszłości z dyskryminacją?

no.morro napisał:

> Wspominałem że to mój subiektywny pogląd więc skąd to zdziwienie?
> Katalończycu nie zostali uznani za naród. Jest na ten temat wielka dyskusja.
> w tej chwili w sprawę włączyła się armia i mogą być tam problemy. Szef
> hiszpańskich sił lądowych jest nawet w areszcie domowym. Jeżeli Katalończycy
> nie spasują to może być jatka. Do tego prowadzą te niby pokojowe ruchy.

A więc to Katalończycy są winni, że jeden podstarzały, schizofreniczny generał,
żyje mitami o JEDNYM NIEPODZIELNYM narodzie hiszpańskim? Na szczęście w
państwach należących do NATO istnieje cywilna kontrola nad armią. Zresztą czym
się dla Hiszpani skończyło mieszanie wojska do polityki, wszyscy doskanale
wiedzą.

> Ślązacy i Morawianie w Czechach?

zpravy.idnes.cz/diskuse.asp?iddiskuse=A050826_131632_domaci_ton&strana=3
"no jenźe my jsme byli první, i jazyk kterej vy nazýváte čeątina je vlastně
moravątina ty okupante" - Chyba nie muszę tłumaczyć?
Co do Ślązaków, których obecnie - wg ostatniego spisu powszechnego - jest w
Republice Czeskiej ponad 10 tys., to ich sytuacja wygląda zupełnie inaczej niż
Ślązaków w RP (których jest 173 tys.), gdyż są oni oficjalnie uznawani przez
włądze państwowe. Ich ewentualne dalsze ruchy emancypacyjne (np. postulat
uzyskania autonomii), zależą w dużym stopniu od położenia Ślązaków po polskiej
stronie granicy.

> Hiszpania - Aragonia? ))

Nie każdy Aragończyk uważa się za Hiszpana.

> Niemcy - Bawaria? Z ich niemieckim nacjonalizmem? Mam akurat rodzinę w
> Bawarii więc to szczególnie dla mnie dziwny przykład.

No tak! Ty znowu o niemieckim nacjonaliźmie. Zapewniam Cię, że niemiecki
nacjonalizm jest obecnie zdecydowanie mniejszy niż polski (Ty zresztą jesteś
najlepszym tego przykładem)! Nawet biorąc pod uwagę to, że w Niemczech jest 2
razy więcej mieszkańców niż w Polsce.
A co do Bawarii, to mój dziadek, który służył wraz z "Bajerokami" w jednej
jednostce, opowiadał często, że bardzo podkreślali swoją odrębność od Niemców.
I to w czasach, gdy obowiązywało hasło "Ein Volk, (...)"!

> Przez setki lat ludzie mieszali się w Europie i jakoś podziały pozostały a
> państwa i narody, które istniały 1000 lat temu w zasadzie istnieją nadal
> mniej więcej tam gdzie poprzednio.

Taaa... Żeby daleko nie sięgać: Białoruś, Ukraina, Słowacja...

> Mam wrażenie że żyjesz mitami. Przykład: "Za 5-10 lat opinie publikowane w
> internecie będą miały siłę do obalania rządów".

Ty pewnie za 5-10 lat bedziesz za to budował barykady by bronić "starego
porządku"

Slowianie antysemitami?

Mimo niemieckiego podboju Dania zachowała przedwojenne władze: króla, parlament
i rząd. Przynosiło to owoce. Według niemieckiego ministra spraw zagranicznych
Joachima von Ribbentropa w żadnym z państw opanowanych przez Niemców nie
panował taki spokój jak w Danii. Dopiero w połowie sierpnia 1943 roku idyllę
przerwały strajki w przedsiębiorstwach pracujących dla Niemiec i liczne akty
sabotażu, ożywiły się też anemiczne dotąd akcje podziemia.

25 sierpnia Niemcy wystosowali ultimatum do rządu duńskiego, żądając ogłoszenia
godziny policyjnej oraz wprowadzenia zakazu strajków i posiadania broni. Rząd
zareagował podaniem się do dymisji. W odpowiedzi Niemcy wprowadzili do
Kopenhagi Wehrmacht, otoczyli pałac królewski oraz rozbroili duńskie wojsko.
Tylko flota odmówiła poddania się: 13 okrętów wojennych zacumowało w sąsiedniej
Szwecji, a reszta została przez załogi zatopiona, spalona lub wysadzona w
powietrze.

Wkrótce potem Niemcy sięgnęli po duńskich Żydów. 17 września gestapo
zarekwirowało rejestry tamtejszej gminy żydowskiej. Nazajutrz ustalono datę
deportacji na mojżeszowy Nowy Rok, przypadający 2 października. Na redzie
czekały już dwa statki do przewiezienia 5 tys. ludzi, resztę miano wywieźć
drogą lądową. Na kilka dni przed tą datą rabin dr Marcus Melchior wezwał w
synagodze Kristalgaard społeczność żydowską do ukrycia się. Wkrótce potem
luterański Kościół reformowany ogłosił, że ratowanie Żydów jest obowiązkiem
wobec Boga. Duńczycy udzielili im schronienia w swoich domach, a także w
szpitalach i świątyniach.

Do deportacji jednak w ogóle nie doszło. W wielkim stopniu była to zasługa
niemieckiego attaché morskiego w Kopenhadze Georga Duckwitza, który nakłonił
rząd szwedzki do podjęcia akcji ratunkowej (dyplomata ten był później
ambasadorem RFN w Danii, uhonorował go też Izrael). Za jego namową 2
października 1943 roku Szwecja zaoferowała Rzeszy udzielenie azylu wszystkim
duńskim Żydom. Być może taka właśnie forma przekształcenia buntującej się Danii
w kraj "oczyszczony z Żydów" (Judenrein) była Niemcom na rękę. Rzesza
potrzebowała szwedzkiej stali i starała się nie dopuścić do przejścia
Sztokholmu na stronę aliantów. Pod wpływem klęsk wojennych Trzeciej Rzeszy
Szwecja zamknęła właśnie swoje koleje przed tranzytem wojsk niemieckich do
Finlandii. Rozsądnie było zatem nie drażnić ważnego partnera, godząc się na
mniej istotne ustępstwa.

Dotrzymując zasad konspiracji, setki szkunerów, kutrów i łodzi w ciągu kilku
tygodni przerzuciły 7220 Żydów oraz 680 ich "aryjskich" powinowatych przez
wąską cieśninę, zazwyczaj pilnie strzeżoną przez Niemców. Dania zwróciła
Szwecji koszty pobytu swych obywateli. Tylko kilkaset osób, przeważnie
starszych, które nie czuły się na siłach, by sprostać takiej podróży, wpadło w
niemieckie ręce. Ale one również przeżyły, gdyż za sprawą najrozmaitszych
interwencji umieszczono je w pokazowym obozie Theresienstadt (Terezín) w
Czechach, do którego z Danii zaczęły regularnie płynąć paczki żywnościowe. Po
powrocie do ojczyzny wszyscy Żydzi zastali swoje domy, świątynie, szkoły i
instytucje nie tylko nienaruszone, ale nawet utrzymane w dobrym stanie.

Zaprzepaszczona szansa?

Oba narody, duński i bułgarski, mają prawo chlubić się swym sprzeciwem wobec
hitlerowskiego planu zagłady ich żydowskich współobywateli. Rażącym nadużyciem
są jednak formułowane niekiedy twierdzenia, że podobna postawa każdego innego
narodu mogłaby uniemożliwić Niemcom wymordowanie europejskich Żydów. Zarówno w
Bułgarii, jak i w Danii panowały bowiem całkowicie odmienne realia niż np. w
Polsce. Oba te państwa zachowały znaczny zakres suwerenności, co stwarzało
pewne możliwości prowadzenia przez ich władze podwójnej gry z Niemcami.
Tymczasem na ziemiach polskich, poddanych bezwzględnemu terrorowi, Niemcy sami
wcielali w życie zamysł "ostatecznego rozwiązania", a za pomoc udzielaną Żydom
karali śmiercią (znamy kilkaset takich przypadków). O niewykorzystanej szansie
uratowania przynajmniej części ludności żydowskiej można natomiast
prawdopodobnie mówić w przypadku tych państw, które były sojusznikami Rzeszy
bądź też zachowały pod okupacją niemiecką własne struktury administracyjne i
pewien stopień niezależności. Nasuwają się tu przykłady Słowacji i Francji
Vichy, które wyjątkowo gorliwie wypełniły niemieckie żądania.

Mówią Wieki nr 6/2003

Zbrodnie Armii Niemieckiej oraz SS i Policji

Lepiej pozostańmy przy faktach
Można śmiało powiedzieć, że działania niemieckich sił zbrojnych (nie tylko
waffen-SS !!!) na ziemiach polskich były często prowadzone z pogwałceniem
dotychczasowych praw i zwyczajów wojny. Więkoszość historyków wojskowości -
także niemieckich - twierdzi, że koncepcja wojny totalnej, była realizowana już
w 1939 r. i zakładała nie tylko niszczenie sił zbrojnych, ale wszystkich sił
przeciwnika, zwłaszcza ludności cywilnej. Pierwszym nie posiadającym obiektów
żadnych wojskowych zaatakowanym miastem polskim był Wieluń, gdzie 1 IX 1939 w
wyniku nalotu Luftwaffe zginęło 1200 osób cywilnych. Zauważ mój drogi "!", że
luftwaffe to nie to samo co SS i nie nosili czarnych mundurów. Nie oskarżaj
swoich adwersarzy o niewiedzę, bo się możesz czasami rozczarować.
Zgodnie z dekretami Adolfa Hitlera z 8 i 25 IX 1939 w sprawie administracji
wojskowej na okupowanych terenach polskich władzę wykonawczą sprawował
początkowo gen. Gerd von Rundstedt czyli naczelny dowódca wojsk lądowych na
Wschodzie i podlegali mu dowódcy wojskowi, przy których utworzono sztaby
administracji cywilnej. Wszelkie akcje przeciwko ludności cywilnej musiały być
w tym pierwszym okresie konsultowane z dowódctwem Wehramchtu i co więcej
oddziały wojskowe wspomagały, a często same uczestniczyły w akcjach przeciwko
ludności cywilnej.
Wkraczające do Polski wraz z Wehrmachtem Einsatzgruppen, posługując się
przygotowanymi przed wojną listami proskrypcyjnymi, dokonały aresztowań i
morderstw tysięcy przedstawicieli elity społeczeństwa polskiego. Licznych
morderstw Polaków dokonali członkowie Selbstschutzu. Jednak nie wszędzie
starczyło oprychów z Einsatzgruppen i Selbschutzu i wielu morderstw ludności
cywilnej i jeńców wojennych dokonały także jednostki Wehrmachtu. Pierwsze
egzekucje odbyły się w Katowicach, Bydgoszczy, we wsiach dawnego województwa
łódzkiego, Częstochowie. Następnie terenami szczególnego nasilenia egzekucji
jawnych i potajemnych stały się m.in.: Warszawa i okolice, Lubelszczyzna,
ziemia zamojska i radomska, Nowosądecczyzna, okolice Ciechanowa i Zakopanego,
Lwowa, Wilna, Stanisławowa, Równego. Podczas akcji pacyfikacyjnych wobec
ludności wiejskiej dokonywano egzekucji, wysiedleń i aresztowań oraz palono
zabudowania i rabowano mienie. Pierwszych pacyfikacji dokonał Wehrmacht
jeszcze we wrześniu 1939 roku, dopiero później wkroczyło do akcji SS. Pomimo
tego nie zawsze wystarczało formacje policyjne i SS do pacyfikacji, dlatego też
często używano wspomagająco jednostek Wehrmacht, które pacyfikowały m.in. wsie
na Kielecczyźnie podczas likwidacji oddziału hubalczyków. W czasie pacyfikacji
nie związanych z działaniami wojennymi zniszczono całkowicie 75 wsi, a w
znacznym stopniu 350. Do największych należą masakry ludności we wsiach:
Aleksandrów — gdzie zamordowano 446 mieszkańców, Borów — 162, Jamy — 147,
Jabłoń-Dobki — 96, Kitów — 174, Krasowo-Częstki — 257, Lipniak-Majorat — 370,
Łężek — 187, Michniów — 203, Milejowiec — 160, Rajsk — 143, Różanice — ok. 200,
Skłoby — 215, Smoliców — ok. 200, Sochy — 183, Szczecyn — 368, Złoczew — ok.
200. Dokonywano mordów wszystkich mieszkańców, kobiet, dzieci, starców. W
czasie pacyfikacji zdarzały się wypadki palenia ludzi żywcem i szczególnie
bestialskiego znęcania się nad ofiarami.
Jeśli uważasz, że to wszystko jest jedynie polsko-bolszewicką propagandą, to
nie mamy o czym dyskutować. Zdaj sobie jednak sprawę, że nie wszyscy "dzielni
rycerze Wehrmachtu byli aniołami"

Jutro 11 września, a to oznacza

Dostrzegam u ciebie przebłyski zdrowego rozsądku.

"Na świecie niema dobra, jest
> tylko zło, mniejsze lub większe, ZSRR to było to mniejsze.
> Czasem mnie ponosi, ale ogólnie wychwalam komunizm tylko i wyłącznie odnosząc
> go do dzisiejszego bagna jakie mamy w kraju. ZSRR z kolei nie traktuję jako
> miłującego pokuj i wszystkich ludzi państewka, a biorę ich stronę tylko w
> odniesieniu do USA i Europy Zachodniej, bo to o niebo więksi skurwiele niż
ZSRR"

Różnica między ami polega na tym że ja uważam zachód za zło mniejsze. Problem
pana Bluma na którego się powołujesz, pana Chomskiego i im podobnych polega na
tym ze bardzo powierzchownie patrzą na rzeczy i dopasowuja fakty do swoich
wizji. Wydaje się ze skoro widzą diabła blisko siebie to juz jest największy
diabeł na świecie. ZSRR i system komunistyczny nie powstał w wyniku rewolucji
ciemięzonych mas tylko w wyniku ukradzenia tej rewolucji przez bolszewików i ta
sama taktyka była przenoszona na stosunki międzynarodowe. ZSRR był
supermocarstwem lądowym dlatego nie mógł się tak bezpośrednio angażować w
konflikty na całym świecie jak USA, ale kiedy tylko pojawiala się luka i
możliwość ukradzenia jakiegos pierwotnie narodowyzwoleńćzego przewrtotu to
zaraz ja wykorzystywał. Dlatego kalkulacje zabitych jako próba pokazania który
system był bardziej etyczny i to na dodatek prowadzone od arbitralnie przyjętej
granicy historycznej do niczego nie prowadzą. ZSRR na terenach swojego
bezpośredniego panowania dowiódł swojej zbrodniczości nap w latach 1945-56
wobec pańśtw EWŚ w wystarczajacym stopniu by zachód miał uzasadnioną motywację
do blokowania rozszerzania się jego wpływów. Po 1956 ZSRR nie bardzo miał gdzie
kontynuować działania tego typu. Ważnym przykładem jest afganistan gdzie KGB
zabiło prezydenta zresztą lewicowego i powołało nowy rząd któy wezwał wojska
radzieckie na pomoc. Wylicznie kto kogo w jakich ilościach zabił na dodatek w
okresie gdy najwięszky potencjalny morderca był ze wszystkich stron blokowany
jest po prostu nieuprawnione metodologicznie i nie fair. Po za tym jeśli ta
kalkulacja ma sens trzeba by uwzgledniać zbrodnie wszystkich wasali ZSRR i
zbrodnie wewnętrzne.

To był wynik zastopowania całej naszej produkcji przez
> solidaruchów." Mówimy o prawidłowościach całego systemu wschodniego również
krajów gdzie nie było "solidaruchów". Pjoecie gospdarki niedoborów sfromułował
Janos Kornai na Węgrzech, ale można je odnieść do wszystkich godpodarek
nakazowo rozdzielczych.

"Więc BŁAGAM, przestać mi gadać o W-O-L-N-E-J P-O-L-S-C-E, bo takiej od 1939
> roku niema i nigdy już nie będzie" "Super smigłowiec Huzar i amerykańskie
rakiety" To nie jest dobry przykład bo teraz i tak kupujemy przeciwpancerne
rakiety izraelskie Spike. Poza tym kiedyś długo się spieraqłem z panem
piotrem.kraczkowskim, moze kojarzysz ma podone poglądy do twoich na wiele spraw
i on uparcie dowodził mi ze kupowanie broni od USA to to samo co kupowanie od
Izraela. Nie wiem czy Huzar był taki wspaniały. Śmigłowce szturmowe z
jednoczesną możliwoscia transportowania desantu mają wiele wad ale to dyskusja
na marginesie. Słyszałeś o samolocie skolno bojowym TS 16 GROT? Pewnie nie bo
nikt o nim nie słyszał. Miał być następcą iskry ale był naddżwiękowy i za dobry
wiec ruscy nie pozwolili nam go produkować. Różnica między wolnością przed 1989
a po 1989 jest taka jak w tym dowcipie "Kennedy mówi Chruszczowowi u nas jest
wolność bo każdy moze przyjść pod biały dom i krzyczeć ze kennedy to zły
prezydent. Chruszczowa na to: u nas też jest wolność bo każdy moze przyjsc pod
kreml i krzyczeć że kennedy to zły prezydent".
Gdybys przed 1989 wiedzial cos o Grocie to mógłbyś co najwyzej podzielić się tą
wiedzą z zaufanym kolegą. W Polsce są cieszące sie partie organizacje i media
które głoszą rzeczy przeciwne nurtowi GW itp itd. , przed 1989 był tylko jeden
oficjalny nurt.

Co do Zacharskiego to nigdy nie słyszałęm zeby był szefem wywiadu. Podaj mi
źródło. Abstrahując od tego to dośc niewygodna sytuacja jeśli facet który
szpiegował USA ma być szefem wywiadu kraju należącego do NATO. Gdybyśmy chcieli
wstapić do WNP to chyba głupio byłoby mieć szefem wywiadu np Kuklińśkiego.
Wchdodząc w orbitę miezynarodwych powiazań nie da sie utzymać pełnej
suwerennosci we wszystkim, teraz jednak mozna decydować komu część tej
suwerennosci sie oddaje, a jeśli komuś sie to nie podoba moze przeciw temu
protestować i organizować ludzi wokół siebie i z tym walczyć na tym polega
różnica.

Nie wiem skąd ci się wzięło te 9 osób. podaj źródło. Według oficjalnych źródeł
na Wybrzeżu zginęło 45 osób (w tym 1 żołnierz i 2 milicjantów), 1165 zostało
rannych, aresztowania objęły 2-3 tys. osób.

Zakupy sprzętu przez MON w 2006 - 3,7 mld zł

Zakupy sprzętu przez MON w 2006 - 3,7 mld zł
Za PAP:

3,7 mld zł wyda w tym roku Ministerstwo Obrony Narodowej (MON) na
modernizację sił zbrojnych. To o 6,5 proc. więcej niż wydatki poniesione na
ten cel w 2005 r. - poinformował na środowym posiedzeniu sejmowej Komisji
Obrony Narodowej wiceminister resortu obrony Marek Zająkała.

Z planu modernizacji MON przedstawionego posłom komisji wynika, że połowa z
tej sumy zostanie wydana na kontrakty wieloletnie: zakup i wprowadzenie do
służby samolotu wielozadaniowego F-16, kołowego transportera opancerzonego
Rosomak, przeciwpancernego pocisku kierowanego Spike, pocisków
przeciwlotniczych Grom, a także modernizację samolotów i śmigłowców. Wydatki
przewidują również dodatkowe wyposażenie śmigłowców bojowych Mi-24D.

Resort obrony przewiduje także podpisanie następnych kontraktów wieloletnich,
obejmujących śmigłowce transportowe dla wojsk lądowych - w tym śmigłowce dla
służb inspekcyjnych oraz VIP-ów, wersje specjalne kołowych transporterów
opancerzonych oraz pocisk przeciwokrętowy klasy RBS Mk.3, a także terminale
satelitarne.

Według informacji MON, większość pieniędzy przeznaczonych na zakupy sprzętu i
uzbrojenia trafi do firm krajowych (głównie z grupy kapitałowej Bumar),
przedsiębiorstw skupionych w Agencji Rozwoju Przemysłu oraz przedsiębiorstw
nadzorowanych przez MON.
Bieżący rok jest przełomowym rokiem dla realizacji programu wprowadzenia do
sił powietrznych samolotu wielozadaniowego F-16. Pojawi się 8 pierwszych
samolotów oraz zwiększą się dostawy sprzętu wspomagającego ten program -
powiedział Zająkała.

Dodał, że w rezerwie celowej budżetu państwa na ten program przewidziano 894
mln zł, z czego 450 mln zostanie przeznaczone na opłacenie podatku VAT.

Według Zająkały, dwa największe programy wojsk lądowych obejmują wprowadzenie
do wyposażenia sił zbrojnych kołowego transportera opancerzonego (KTO)
Rosomak i program przeciwpancernego pocisku kierowanego (PPK) Spike. Na zakup
tego sprzętu przeznaczono 941 mln zł, z czego na KTO Rosomak 735 mln zł, zaś
PPK - 206 mln zł. Stan zaawansowania programu KTO na koniec 2006 r. powinien
wynieść 25 proc., zaś PPK - 10 proc.

Realizacja planu modernizacji, w ocenie MON, przyczyni się do poprawy
sprawności systemów dowodzenia, poprawy stopnia integracji narodowych sił
zbrojnych z odpowiednimi systemami dowodzenia sił NATO oraz podniesienia
zdolność do wykrywania i usuwania skażeń.

I jeszcze Życie Warszawy:

Rekordowe zakupy polskiej armii

Osiem samolotów F-16, 69 transporterów Rosomak i najnowsze środki łączności
będą największymi inwestycjami polskiej armii w tym roku.

Resort obrony planuje wydać na zakupy i modernizację uzbrojenia ponad 3,7 mld
zł. To o 6,5 proc. więcej, niż rok temu.

Największy skok jakościowy czeka w tym roku siły powietrzne. 6 listopada na
lotnisku w podpoznańskich Krzesinach wylądują pierwsze „polskie” F-16. W tym
roku na program wyposażenia naszej armii w maszyny F-16 kosztować będzie 894
mln zł. W tej kwocie zawiera się rata spłaty pożyczki zaciągniętej w USA,
inwestycje lotniskowe i VAT za samoloty sprowadzone spoza obszaru UE.

735 mln zł kosztować będzie MON 69 kołowych transporterów opancerzonych
Rosomak. Zostaną prawdopodobnie po raz pierwszy użyte już w 2007 r. podczas
misji w Afganistanie, gdzie Polska przejmie dowodzenie nad operacją NATO.

Wojska lądowe otrzymają także 32 wyrzutnie i 200 przeciwpancernych pocisków
kierowanych Spike. Są one produkowane na izraelskiej licencji w zakładach
Mesko w Skarżysku- -Kamiennej. Na ich zakup MON przeznaczy w tym roku 204 mln
zł. Za 56,9 mln zł armia kupi także kolejne ręczne wyrzutnie pocisków
przeciwpancernych Grom.

Nasza armia dużo inwestuje w elektronikę – systemy dowodzenia i łączność,
także satelitarną. W br. przeznaczono na to ponad 680 mln zł.

Według Marka Zająkały, wiceministra obrony odpowiedzialnego za zakupy
sprzętu, w kwietniu MON rozpisze przetarg na zakup ciężkich śmigłowców
transportowych. Resort obrony nie podaje na razie, ile maszyn planuje kupić.
Należy szacować, że w grę wchodzi od 40 do 60 śmigłowców. Przetarg ma
dotyczyć także kilku maszyn w wersji przystosowanej do przewożenia VIP-ów.

Przedstawiciele MON potwierdzili naszą wczorajszą informację o zleceniu
remontu dwóch śmigłowców Mi-8, które będą wykorzystane podczas majowej wizyty
Benedykta XVI w Polsce. Gen. Roman Polak, dyrektor departamentu zaopatrywania
sił zbrojnych MON, powiedział, że te maszyny będą wykorzystywane dla VIP-ów
do 2010 roku.

Data: 2006-02-23

ANDRZEJ WALENTEK

Sekunda wojny w Iraku kosztuje 6300 dolarów

No to sobie poublizamy starszy braciszku...
bart_canada napisał: "Sowieci za to wzieli udzial w wojnie z powodow moralnych,
ta czysta, nieskazona agresja nacja."

A co, moze ty tak uwazasz? Masz klopoty ze zrozumieniem prostego tekstu, tak?
Nigdzie w tym, co napisalem nie bylo zadnego wychwalania Sowietow, balwanie.
To twoja przerdzewiala czaszka tak sobie cos ubzdurala. Wymieniajac Sowietow,
napisalem o powodach udzialu USA w wojnie w ten sposob, durniu:

>>Cholernie twarde maja sumienie, ze od 1938-9 az do 1944 nie dawalo im sie we
znaki, jesli chodzi o jakies powazniejsze zaangazowanie w wojne z III Rzesza.
Wszystko to byly tylko jakies bojki na peryferiach. A nawet i po 1944 ich
wysilek zbrojny w Europie byl ulamkiem tego, co Sowieci wystawili.<<

Co jest absolutna prawda. Nie pisalem o wycenie pomocy USA w sprzecie ale w
ludziach, glupolu. No ale jak widac dla niektorych straty liczone w tonach
zlomu sa wazniejsze od strat w ludziach. Pachnie mi tu podzialem na "swoich" i
na podludzi.

"Co do zaangazowania militarnego USA w wojne przed PH, niedouczony ignorancie,
to moze poczytaj sobie o armii amerykanskiej w tych czasach, ktora zostalaby
rozniesiona na strzepy przez Niemcow i Japonczykow."

O widze, ze jeszcze jeden durny hydraulik, ktory patrzac na za krotka rure
mowi: gdybym wiedzial ze wyjdzie za krotka to bym ucial dluzsza! Co mnie to
obchodzi, ze armie ladowa mialo USA do d..y na poczatku II wojny? Popatrz na
to, czym prasa Imperium Dobra zajmowala sie w 1938 i 9 roku, to zobaczysz ile
ich obchodzilo przygotowanie Polski do wojny i stopien gotowosci polskiego
wojska. Jak rozpuscili swoje jednostki z czasow I wojny to dlatego, ze chcieli
zaoszczedzic forse, jak to zwykle dular najwazniejszy. Strzelali nawet do
wlasnych weteranow we wlasnej stolicy,- do wojennych emerytow domagajacych sie
pomocy w czasach kryzysu. Co tu mowic o jakiejs wyzszosi moralnej, tfu,
wlazid..ku amerykanski

"Dopiero atak na PH spowodowal powazne zbrojenia."

A co to mnie obchodzi -to ich problem, kretynku.

"Na Hawajach oczywiscie nigdy nie byles bo kto by dal ci wize, ale zapewniam
cie z pierwszej reki, ze nie sa to takie sobie wysepki - ciekawe jak Sowieci
zareagowaliby na bombardowanie Sachalina."

O ile - niedouczony durniu - mi wiadomo, to Sachalin nie jest oddalony od
stalego ladu tysiacami mil oceanu jak Hawaje od USA tylko o rzut beretem. I
oczywiscie mieliby racje wsciekajac sie na bomardowanie Sachalina, tak samo jak
Chinczycy powinni wyrzucic Jankesow z Tajwanu. To jest azjatyckie podworko!

Ale oczywiscie nikt ci tego nie powiedzial, jak zez po pijaku zarzygany lecial
z Las Vegas na te Hawaje wykorzystujac jakies tam swoje poldarmowe mile...i
pietnascie przesiadek po drodze, aby bylo taniej.

"A na przyszlosc, zanim bedziesz wypowiadac sie na tematy historyczne,
pozyteczny idioto, znajdz artykuly o Lend-Lease (ktore zaczelo sie dlugo przed
PH)"

Tak jak pisalem, stary zlom, ledwo plywajacy w zamian za wyspy, z ktorych
bedzie mozna bombardowac wiecej krajow swiata w przyszlosci. Jedno imperium
zastepowalo drugie w funkcji oprawcy, nic specjalnie wznioslego, tumanie.

"czy o rozmiarach Overlord (najwiekszego desantu w historii ludzkosci)."

A jednak zapamietales cos z plakatow na punkcie rekrutacyjncym, tepaku?

I tylko stac cie na powtarzanie propagandowych haselek, cwoku?

A jakby dali jankesom po bananie to byl by to najwiekszy jednorazowy opad
bananow w Normandii, tak?

Wojska nie ma, kapelani są..., czyli

Wojska nie ma, kapelani są..., czyli
... ciąg dalszy (po ziemi) korupcyjnego procederu jak rzadzący płacą haracz
Kościołowi (aby go tylko nie rozdrażnić), oczywiście pieniędzmi publicznymi.
Czyli jak Kościół w Polsce wyślizguje polskie społeczeństwo.

Kłaniam się nisko.

*************************
Wojska nie ma, kapelani są

MON utrzymuje parafie garnizonowe... bez żołnierzy. Płaci za etaty
proboszczów, ogrzewanie, remonty. Nawet księża diecezjalni mówią: - Kapelani
wygrali los na loterii

Z Żar wojsko wyprowadziło się dziesięć lat temu. Ale Żary wciąż mają parafię
garnizonową. MON utrzymuje etat księdza, opłaca koszty - prąd, ogrzewanie itp.

Po co?

13 kilometrów dalej jest Żagań z dużą jednostką wojskową (11. Dywizja
Kawalerii Pancernej) i parafią z proboszczem w stopniu pułkownika oraz dwoma
wikarymi (kapitan i podporucznik).

Takich przykładów jest więcej. Wojska nie ma już w Pile. Ale proboszcz
podpułkownik włada tu kościołem garnizonowym. Jego budowę ukończono... już po
wyprowadzeniu armii z miasta.

Podobnie w Sopocie, Gdańsku, Olsztynie, Łodzi.

- Wojska od dziesięciu lat ubywa, parafii garnizonowych nie - przyznaje były
dowódca wojsk lądowych gen. Waldemar Skrzypczak.

Z zazdrością na księży kapelanów patrzą kapłani z diecezji. - Nie muszą
martwić się o nic. Wygrali los na loterii: pensja, koszty remontów czy
ogrzewania ich nie interesują. Ja muszę szukać pieniędzy na wszystko z tacy,
intencji mszalnych, ze ślubów, z pogrzebów... - wymienia proboszcz diecezjalny
ze Szczecina.

W Polsce są 93 parafie garnizonowe na garnuszku państwa. W większości
proboszczami są księża w stopniu podpułkownika, zarabiają od 5 do 7 tys. zł
miesięcznie. MON płaci też za utrzymanie kościołów, łącznie z delegacjami
księży np. na konferencje w kraju i za granicą.

Ile to wszystko kosztuje? W tegorocznym budżecie resortu obrony na utrzymanie
całego ordynariatu polowego jest prawie 22 mln zł; plus 4,5 mln na ordynariat
ewangelicki i prawosławny. Razem 26,5 mln. Dla porównania - całe sądownictwo
wojskowe kosztuje 24,6 mln zł. A wojskowa kultura (głównie wszystkie muzea
Wojska Polskiego) - 26 mln zł.

W wydatkach na ordynariat wynagrodzenia to ponad 13 mln zł; nagrody roczne -
prawie 280 tys.; delegacje - 200 tys. zł. "Zakup materiałów i wyposażenia" -
500 tys. zł.

Kapelani bez wojska odprawiają msze i nabożeństwa. Pełnią posługę
duszpasterską - msze, spowiedzi, pogrzeby, śluby - dla wojskowych emerytów,
którzy mieszkają w powojskowych osiedlach w okolicy.

- Sytuacja kapelanów w Polsce jest wyjątkowa w skali NATO - mówi nasz
informator w MON. - Pewnie, że resort chciałby na tym oszczędzić. Te kościoły,
które wojska nie mają, mogłyby zostać parafiami cywilnymi. Ale odważnych nie
ma. Nikt oficjalnie głosu nie zabierze.

Niedawno odważył się na łamach "Polski Zbrojnej" gen. dywizji Bogusław Pacek.
Jego felieton "Modernizacja duchowa" traktował o zmianach zasad pracy m.in.
oficerów wychowawczych i kapelanów. "Widać, że jak nas nie stać na szybką
modernizację techniczną, to nadrabiamy duchową, i to na dużą skalę. Wszystko
dobrze, tylko w interesie wojska jest, aby kapelani byli tam, gdzie jest
wojsko, a nie tam, gdzie są kościoły garnizonowe" - napisał gen. Pacek.

Redaktorka pisma ordynariatu polowego "Nasza Służba" Elżbieta
Szmigielska-Jezierska odpowiedziała generałowi, że "kwestionuje zasadność
dalszej obecności kapelanów w Wojsku Polskim".

W armii USA kapelani pracują w jednostkach. -Nie mamy swoich parafii,
utrzymuje nas państwo tak jak innych oficerów - mówi "Gazecie" kapelan kpt.
Jonathan Fisher. - Pracujemy na poziomie batalionów, wyjeżdżamy z jednostką na
misje. W Iraku byłem już dwa razy.

Poprosiliśmy o komentarz szefa MON Bogdana Klicha. Odpowiedź przesłał na
piśmie: „Wysoko sobie cenię pracę kapelanów wojskowych. Ich misja wykracza
poza religijny wymiar. To oni mają współtworzyć etos nowego wojska. Żołnierz
dzisiaj coraz mniej służy, a coraz bardziej »chodzi do pracy «. Kapelani mają
przypominać mu, że oprócz praw ma także moralne obowiązki”.

A co Klich sądzi o utrzymywaniu parafii bez wojska? O tym w liście ani słowa.

Marcin Górka

Kontyngent bez skrzydeł

kosmiczny_swir napisał:

> Wojna nasza czy nie nasza, ale kwestie obronnosci Polski maja sie gorzej niz w
> 1939.

Mają się na szczęście tak nieporównanie lepiej, że nawet ciężko jakoś sensownie
polemizować z Twoją tezą :-)

> Za
> czasow PRL uzbrojenie jakies produkowalismy, na licencji rosykskiej w prawdzie,
> ale nasze modyfikacje i konstrukcje tez powstawaly. Co zostalo nam z naszej
> zbrojeniowki dzis?

W zasadzie wszystko, a nawet zakłady mniej więcej te same. Tyle, że na klony
konstrukcji posowieckich rynek jest coraz mniejszy, a z własnymi technologiami
różnie bywa - nie tylko ze względu na braki finansowe, ale także po prostu na
brak odpowiednich możliwości technicznych i kwalifikacji personelu BR oraz
produkcyjnego... Od tej reguły na szczęście są wyjątki, np. w dziedzinie
radarów, systemów dowodzenia, specjalizowanej broni strzeleckiej czy budowy i
modyfikacji uzbrojenia plot.

> edlug wymogow NATO Polska powinna miec mozliwosc
> bronic sie sama przez 3 tygodnie.

Nie ma takiego wymogu.

> Zalozmy, ze Rosjanie calkiem zwariuja i
> upozoruja atak polskich terrorystow na Kreml (...) Co wtedy, czy obronimy sie
przed nimi przez 3 tygodnie zanim nadejdzi
> e
> pomoc z NATO (i o ile nadejdzie)? Przypuszczam ze nie.

Rosja graniczy z Polską jedynie w Obwodzie Kaliningradzkim. Przy obecnym
ugrupowaniu wojsk, to raczej Rosjanie powinni się martwić o jego losy na wypadek
konfliktu - w ObwKal stacjonuje w sumie zaledwie jedna dywizja zmechanizowana i
jedna brygada piechoty morskiej oraz dwa pułki lotnicze z ok. 20 sprawnymi (acz
nie najnowszymi) samolotami, czyli siły kilkakrotnie słabsze od WP. Aby
oczywista rosyjska przewaga militarna w siłach konwencjonalnych mogła zagrozić
Polsce bezpośrednio, konieczne byłoby zatem jedno z dwojga:

1.) Wzmocnienie sił w ObwKal na tyle, by przewyższyły one liczebnie i sprzętowo
WP w stopniu pozwalającym Rosjanom myśleć o zwycięstwie, nawet przy
wyprowadzeniu ataku z tak niekorzystnej pozycji.
2.) "Przekonanie" któregoś z krajów ościennych do wpuszczenia na swoje
terytorium wojsk rosyjskich i - tym samym - do stanowienia bazy agresji.

Oba warianty są mało prawdopodobne. Dowóz na taką skalę wojsk i sprzętu z Rosji
metropolitalnej do ObwKal drogą morską, przy istniejącym obecnie potencjale
transportowym Rosji, trwałby wiele miesięcy, a w dodatku wojska tam zgromadzone
z chwilą wybuchu konfliktu zostałyby całkowicie odcięte od własnych linii
zaopatrzeniowych. Z kolei transport lądowy musiałby przechodzić przez terytoria
państwa NATO i/lub Białorusi, co wymagałoby zgody tych państw - a więc de
facto
opowiedzenia się ich po stronie napastnika i zgody na wciągnięcie w
konflikt. Wymuszenie takiej zgody siłą tym bardziej oznaczałoby konflikt
wielostronny i groźbę wybuchu wojny europejskiej, a nawet światowej.

To wszystko nie oznacza oczywiście, że niebezpieczeństwa nie ma, a tym bardziej,
że kolejne przetasowania geopolityczne w naszym sąsiedztwie (których wszak w
minionym dwudziestoleciu nie brakowało, i to na skalę nader radykalną) nie
doprowadzą w konsekwencji do zwiększenia zagrożenia agresją w perspektywie
kilku-kilkunastu lat.

Pozdrawiam

Jak zlikwidować szambo

Jak zlikwidować szambo
by nie zaczadzieć od smrodu? Kto się odważy i zaryzykuje? To
problem wielu polityków i władz, z różnych opcji politycznych.
Dotyczy ogromnych drzazg w tyłku całego narodu. Największa z nich,
wielkości słupa telegraficznego, dotyczy rolników i ich ulg, a
konkretnie przypisania do uprzywilejowanej instytucji KRUS. Kolejne
wielkie drzazgi narodowe w Polsce, to wypaczone relacje państwa z
kościołem katolickim. To haniebny konkordat, to powiązane z nim
obdarowywanie kleru darami z majątku państwa - działaność Funduszu
Kościelnego, to wreszcie nieustępliwa ingerencja, penetracja i
zawłaszczanie przez kler kolejnych dziedzin życia. Weźmy pod uwagę
choćby ten przypadek:

wyborcza.pl/1,75248,7085046,Wojska_nie_ma__kapelani_sa.html

Wojska nie ma, kapelani są
Marcin Górka 2009-09-28

MON utrzymuje parafie garnizonowe... bez żołnierzy. Płaci za
etaty proboszczów, ogrzewanie, remonty. Nawet księża diecezjalni
mówią: - Kapelani wygrali los na loterii.
W Gdańsku wojska już nie ma, ale jest garnizonowy kościół pw.
Apostołów Piotra...Z Żar wojsko wyprowadziło się dziesięć lat temu.
Ale Żary wciąż mają parafię garnizonową. MON utrzymuje etat księdza,
opłaca koszty - prąd, ogrzewanie itp. Wojska od dziesięciu lat
ubywa, parafii garnizonowych nie - przyznaje były dowódca wojsk
lądowych gen. Waldemar Skrzypczak.

Z zazdrością na księży kapelanów patrzą kapłani z diecezji. - Nie
muszą martwić się o nic. Wygrali los na loterii: pensja, koszty
remontów czy ogrzewania ich nie interesują. Ja muszę szukać
pieniędzy na wszystko z tacy, intencji mszalnych, ze ślubów, z
pogrzebów... - wymienia proboszcz diecezjalny ze Szczecina.
...
W Polsce są 93 parafie garnizonowe na garnuszku państwa. W
większości proboszczami są księża w stopniu podpułkownika, zarabiają
od 5 do 7 tys. zł miesięcznie. MON płaci też za utrzymanie
kościołów, łącznie z delegacjami księży np. na konferencje w kraju i
za granicą.
Ile to wszystko kosztuje? W tegorocznym budżecie resortu obrony na
utrzymanie całego ordynariatu polowego jest prawie 22 mln zł; plus
4,5 mln na ordynariat ewangelicki i prawosławny. Razem 26,5 mln. Dla
porównania - całe sądownictwo wojskowe kosztuje 24,6 mln zł. A
wojskowa kultura (głównie wszystkie muzea Wojska Polskiego) - 26 mln
zł.
W wydatkach na ordynariat wynagrodzenia to ponad 13 mln zł; nagrody
roczne - prawie 280 tys.; delegacje - 200 tys. zł. "Zakup materiałów
i wyposażenia" - 500 tys. zł.
...
Niedawno odważył się na łamach "Polski Zbrojnej" gen. dywizji
Bogusław Pacek. Jego felieton "Modernizacja duchowa" traktował o
zmianach zasad pracy m.in. oficerów wychowawczych i
kapelanów. "Widać, że jak nas nie stać na szybką modernizację
techniczną, to nadrabiamy duchową, i to na dużą skalę. Wszystko
dobrze, tylko w interesie wojska jest, aby kapelani byli tam, gdzie
jest wojsko, a nie tam, gdzie są kościoły garnizonowe" - napisał
gen. Pacek.

Redaktorka pisma ordynariatu polowego "Nasza Służba" Elżbieta
Szmigielska-Jezierska odpowiedziała generałowi, że "kwestionuje
zasadność dalszej obecności kapelanów w Wojsku Polskim".
...

Poprosiliśmy o komentarz szefa MON Bogdana Klicha. Odpowiedź
przesłał na piśmie: „Wysoko sobie cenię pracę kapelanów wojskowych.
Ich misja wykracza poza religijny wymiar. To oni mają współtworzyć
etos nowego wojska. Żołnierz dzisiaj coraz mniej służy, a coraz
bardziej »chodzi do pracy «. Kapelani mają przypominać mu, że oprócz
praw ma także moralne obowiązki”.

A co Klich sądzi o utrzymywaniu parafii bez wojska? O tym w liście
ani słowa.

odebrane mieszkanie na Chrzanowskiego

Wojsko opuszcza Wrocław
W czerwcu z Wrocławia wyniosą się lotnicy, a później zniknie Wyższa Szkoła
Oficerska Wojsk Lądowych. Śląski Okręg Wojskowy jest coraz mniejszy, wojsko
znika z miasta, bo modernizuje się polska armia

Być może wkrótce nie będzie okazji, by we Wrocławiu organizować wojskowe
uroczystości Odchudzana jest zresztą już od sześciu lat. Nowa, licząca 150 tys.
żołnierzy armia zawodowa ma być lepiej wyszkolona i wyposażona. Jednostki będą
scentralizowane, a kadra kształcona według nowych planów. Planowane zmiany
dotyczą zarówno wojsk lądowych, jak też marynarki i lotnictwa. Wrocław, który
przez lata był ważnym ośrodkiem wojskowym, przestaje nim być. Z końcem czerwca
z miasta zniknie 3. Korpus Obrony Powietrznej, później Wyższa Szkoła Oficerska
Wojsk Lądowych, a po zakończeniu reorganizacji armii także dowództwo Śląskiego
Okręgu Wojskowego.

Major Zbigniew Sadek, były rzecznik dowódcy korpusu: - Po likwidacji Korpusu
Obrony Powietrznej we Wrocławiu zostaną tylko brygady łączności i
radiotechniczna. Ale będą podlegać bezpośrednio pod Dowództwo Sił Powietrznych
w Warszawie. To korzystne zmiany. Skróci się droga podejmowania decyzji. Nasi
szkoleniowcy o zgodę na loty występowali do dowódcy Sił Powietrznych, a
szczebel korpusu tylko wydłużał tę drogę.

Likwidacja korpusu oznacza jednak utratę pracy dla wszystkich zatrudnionych w
nim osób. Miejsca pracy w czerwcu straci ponad 150 oficerów. - Niektórzy mają
już pełną wysługę lat i odejdą na emeryturę. Reszta dostała propozycje w innych
miastach, ale nie zawsze są na tyle atrakcyjne finansowo, by opłacało się z
nich skorzystać. Część ludzi przejdzie więc do cywila i będzie szukać pracy -
mówi major Sadek, który przechodzi do cywila. Odrzucił proponowane mu
stanowisko szefa logistyki Sił Powietrznych. - Za bardzo kocham Wrocław, żeby
przeprowadzić się do Warszawy - tłumaczy.

W zatrudnieniu byłych wojskowych obiecało pomóc miasto.

- Byli wojskowi to bardzo dobrzy pracownicy. Sporo z nich ma także
wykształcenie techniczne. Mamy sto wakatów w straży pożarnej, kilkaset w
policji - mówi Wojciech Adamski, wiceprezydent Wrocławia.

O przyszłość martwią się też oficerowie z Wyższej Szkoły Oficerskiej Wojsk
Lądowych, jedynej uczelni w Polsce kształcącej kadrę dla wojsk lądowych.
Przestanie istnieć, bo MON chce połączyć wszystkie uczelnie wojskowe w jeden
Uniwersytet Obrony Narodowej z siedzibą w Warszawie. Uniwersytet ten ma
zastąpić m.in. Wojskową Akademię Techniczną w Warszawie, słynną Szkołę Orląt w
Dęblinie i wrocławską Wyższą Szkołę Oficerską Wojsk Lądowych.

Pomysł przyjęto źle. Przed Ministerstwem Obrony Narodowej protestowali studenci
WAT-u. We Wrocławiu nikt nie protestuje. - W miejscu szkoły ma powstać centrum
szkolenia, ale wszyscy w nim miejsca nie znajdą. Zwłaszcza ci z wyższymi
stopniami. Oficerowie szkoły powoli szukają dla siebie miejsca poza uczelnią.

Wyprowadzka armii martwi władze Wrocławia. - Nie tylko ze względu na tradycje i
prestiż. To też podatki dla miasta, zakupy dla wojska. No i przez lata armia
zatrudniała mnóstwo cywilów - tłumaczy wiceprezydent Adamski. Teraz to się
skończy.

Jedynym plusem są grunty: miasto porozumiało się z Agencją Mienia Wojskowego w
sprawie terenów przy lotnisku. Dzięki nim będzie można je rozbudować. W czerwcu
agencja przejmie też teren i budynki przy ul. Obornickiej, w których
stacjonowali lotnicy.

Co podoba mi sie w US army

Jak kazda armia US Army ma plusy i minusy a te sa podobne we
wszystkich armiach. Plusy armia zawodowa . Pracuje sie w niej a nie
odbywa zaszczytny obowiazek za relne calkiem niezle pieniadze.
Ryzykuje sie zyciem lub ciezkim inwalidztwem sam nie wiem co lepsze.
Armia ma olbrzymie pieniadze do wydania bo ponad 400 mld $. Jest
pierwszym pracodawca w USA w zatrudnieniu. Wiele galezi przemyslu
zyje z niej a takze wielu naukowcow i instytutow naukowych.Jest
dobrze nasycona sprzetem roznej masci. Personel jest niewatpliwie
dobrze przygotowany do obslugi i uzycia. Armia prowadzi swoje
inwestycje budowlane w 96 krajach swiata.
Zatem jakie wady? Braki w ilosci chetnych do tej roboty. Startuja
zwykle ci ktorzy w realnym zyciu raczej nie maja szans z uwagi na
swoje wyksztalcenie. Zatem dzieci biedoty amerykanskiej. Mile
widziane sa dzieci z dobrych domow. Ci startuja do akademi powiedzmy
West Point czy Annapolis ale to nie jest takie proste bo wymagana
jest rekomendacja senatora,wice czy prezydenta. Czytalem nawet o
kilku procesach rodzicow przeciwko senatorom za odmowe
rekomendacji.Zatem sa to uczelnie elitarne. Kolorowych tam w ogole
nie ma chyba ze na filmach z Hollywood. W Annapolis chyba dwa lata
temu skonczyl studia jakis murzyn. Dzieci emigrantow rowniez tam
maja niewielkie szanse. Liczy sie trzecie pokolenie. Istnieje
natomiast cala masa szkol przygotowujacych kadry do armii. Kazda
uczelnia cywilna ma program przygotowujacy do armii. Armia za
wszystko placi a on studiuje.Szanse sa dla kazdego chetnego ktory
spelnia minimalne warunki. Sam widzialem ogloszenie na
universytecie w Detroit zachecajace mlodych ludzi do zostania
pilotami i to w czasie studiow. Oprocz oplacenia nauki armia
dodatkowo placi extra za czas szkolenia i treningi o ile pamietam
bylo to 55 tysiecy rocznie. Sa szanse dla wszystkich,swietna
organizacja ale mlodzi amerykanie sa dziecmi dobrobytu. Wiekszosc
jest leniwa a po ukonczeniu studiow wojsko nie jest atrakcyjne
finansowo w porownaniu do tych co zajmuja sie businessem. Zatem
problemy kadrowe. Armie zasila wiec amerykanska biedota, kolorowi i
immigranci szczegolnie latynosi. Trzon jest starannie dobrany po
linii
partyjnej. I tak np.senator McCain jest synem admirala.
Trzeba zaznaczyc ze osiagniecie wysokiego stopnia w wojsku po
przejsciu na emeryture doskonale procentuje. Oficerowie tacy sa
zatrudniani szczegolnie w przemysle w radach nadzorczych itp gdzie
otrzymuja wlasciwe wynagrodzenie w pelni rekompensujace czas
spedzony w wojsku.
US Army jest armia bogatego kraju. Ale jak powiedzial Napoleon tylko
biedna armia moze wygrywac bitwy. I tutaj jest potwierdzenie
powiedzmy w Iraku. Amerykanie nie maja w dostatecznej ilosci wojsk
ladowych a sam sprzet niewiele moze pomoc. Partyzanci maja
prymitywne uzbrojenie ale niezwykle skuteczne. Armia rowniez nie
moze podejmowac wlasnych decyzji. To robi kongres. Bo gdyby siegnac
do dobrych rozwiazan niemieckich a o takich moze byc mowa to trzeba
by bylo Irak jak i Afganistan pokryc siatka obozow koncentracyjnych
i systematycznie mordowac ludnosc co zreszta sie robi na mniejsza
skale i przy uzyciu frajerow z Polski wielkich miloscnikow wolnosci
i demokracji.Zatem zadnych szans. US Army jest armia wykastrowana
przez politykow i nic z tego nie wyjdzie z tego prostego powodu ze
irakijczycy nie chca tego modelu demokracji. Po prostu nie
chca.Osobiscie bylem w kilku bazach lotniczych oraz w akademiach
West Point i Annapolis. Wszystkie obiety elegancko utrzymane. Raz do
roku wystawiaja sprzet a w niektorych organizuja pokazy powiedzmy w
Andrews AFB kazdego roku. Czytajac o defiladzie w Warszawie
dowiedzialem sie ze zawoodl transport. Po prostu go nie bylo.
Dopowiem ze do przewozu chyba z 200 tys.widzow do Andrews AFB w
obie strony z trzech parkingow US Army uruchomila chyba z kilkaset
autobusow klimatyzowanych i kazdy pasazer mial siedzace miejsce w
obie strony i za darmo.
US Army potrafi oczywiscie dokopac zwlaszcza amatorom. W kazdej
bazie czy muzeum a takze na lotniskowacach jest taka mala wystawa
sprzetu produkcji sovieckiej. Zwykle stoi przy tym zolnierz i
objasnia co to jest i do czego sluzy. To bron naszego przeciwnika.
Prosze popatrzec czym dysponuja.Po prostu maja to co my i dlatego
musimy miec jeszcze lepsze uzbrojenie.Dobrze jest postraszyc
sovieciarzami ,to robi wrazenie. Co ciekawe nie pokazuja sprzetu z
innych krajow.na zakonczenie podam tylko jako ze do tradycji to
nalezy US Army ma super rozbudowana sluzbe duszpasterska. Sa
kapelani i...kapelanki. Wszystkie wyznania. Mozna studiowac na koszt
US Army i zostac ...kapelanem. Za duzo nie placa ale te 60
tys.rocznie mozna miec. Oczywiscie wino czy wodeczka za darmo a
chlopcy dobrze wyrosniete byczki sa pod reka no moze nie pod reka
ale w zasiegu. Be all you can be.

Rosjanie rozważają, czy uznać niepodległość Płd...

eva15 napisała:

> wolf34 napisał:
>
> > eva15 napisała:
> > > Rosja ma wielką przewagę
> >
> > Bez przesady-w regionie owszem ma przewagę ale nie globalnie.
>
> Mam na myśli przewagę w tej konkretnej grze a nie globalną.
>

Jeśli tak to zgoda-w tym regionie najsilniejsze karty ma Rosja

>
> > Bez przesady-Rosjanie grają niezle ale inwazją Gruzji na Osetię
> > zostali zaskoczeni-podobnie jak brakiem poparcia WNP dla nich.
> > Rosjanie-by zacytować Bismarcka wolno zaprzegają ale szybko jadą.
>
> Czy na prawdę zostali aż tak zaskoczeni? Dziś satelita potrafi
podać
> jaki artykuł czytasz, a Rosjanie mieliby nie wiedzieć o ruchach
> gruzuińskich wojsk i to na terenie ogarniętym prowokacjami i
> ostrzeliwaniem?

Nie spodziewali się że Saakaszwili pójdzie na taki szaleńczy krok i
jedną -dwoma brygadami(z 5 posiadanych) uderzy na Południową Osetię
a więc i na stacjonujący tam rosyjski batalion gdy 2 tysiące
żołnierzy ze swojej 30tysięcznej armii trzyma w Iraku.Akcja
ratunkowa Rosji 8 sierpnia była spózniona o kilka godzin(w stosunku
do możliwości) i w znacznym stopniu improwizowana-jedna z rosyjskich
kolumn złożona z BWP i transporterów opancerzonych natknęła się na
czołgi gruzińskie została rozbita 4 kilometrów od tunelu Roki-były
spore straty w sprzecie.Potwierdza to tezę o
improwizowanym,"awaryjnym" charakterze akcji 8 sierpnia.
Gruzini atak lądowy podjeli około 4 rano-a Rosjanie dotarli do
Cchinwali około 20 czyli kilka godzin za pózno w stosunku do
możliwości-widać rano długo czekali na decyzje prezydenta i premiera.

> Mnie trudno w to uwierzyć zwlłaszcza, żśe Rosajnie najpierw
zwołałi
> posiedzenie RB ONZ prosząc bezskutecznie o rezolucję. Nie, to
> odczekanie kilku godzin było raczej po to, by powstał materiał
> JERDNOZNACZNIE udowadniajcy, kto jest agresorem i co uczynił ze
> śpiącym BEZBRONNYM miastem.

To też -ale gdyby akcja rosyjska była zawczasu przygotowana-nie
byłoby tak improwizowanej akcji jak ta z 8 sierpnia gdy Rosjanie
rzucili się na pomoc swojemu ginącemu w Cchinwali atakowanemu przez
gruzińskie czołgi i lotnictwo uzbrojonemu tylko w lekką broń
batalionowi sił pokojowych WNP (ze stanu batalionu 180 ludzi-15
zginęło a 150 było rannych).Możliwe że czekali kilka godzin co
zdecyduje Putin w Pekinie i prezydent Miedwiediew na urlopie-na
urlopie w jakiejś głuszy był tez szef dyplomacji Ławrow.

>
> > Teraz brytyjski minister spraw zagranicznych mówi coś o
> >przyjmowaniu Gruzji do NATO ,które zostało zapoczątkowane.
>
> To już tylko bezzębne straszenie i nic więcej. Zgoda
naprzyjmowanie
> MUSI być jednogłośna.

To załatwia sprawę bo wszystkich w NATO Anglosasi z udziałem PL i
Pribałtyki nie dadzą rady zakrzyczeć ,zastraszyć czy przekupić.
Ponoć danie Gruzji MAP popiera obecnie 9 państw NATO z USA i WIelką
Brytanią na czele i Polską oraz Pribałtyką jako przystawkami.
A oświadczenie kanclerz Merkel?
>
> > Dla Rosji też kryzys był kosztowny finansowo i politycznie a
sama
> > reakcja rosyjska na inwazję w Osetii nadeszła -z kilkugodzinnym
> > opóznieniem.Może być że Rosja przegra propagandowo.
>
> Wszystko prawda, że kosztowna i, że zachodnia propaganda jest
> przeciw Rosji. W niczym nie zmienia to faktu, że Rosja robi USA
roll
> back w dojściu do azjatyckich złoż (umowa z Turkmenią) i, że
> przyłożenie Gruzji jest jednym z najważniejszych elemntów tego
> bolesnego dla USA procesu.
> Dla Rosji być albo nie być na Kaukazie jest duuuużo ważniejsze niż
> opinia publiczna na Zachodzie i to chyb azrozumiałe.
>
To oczywiste.
Zastanawia mnie tylko-na co liczył Saakaszwili?Czyżby to naprawdę
był oderwany od rzeczywistości psychopata przeżuwający krawaty?A
moze spodziewał się kwiatów od Putina za zabicie kilkunastu
rosyjskich żołnierzy i setek(do półtora tysiaca)rosyjskich obywateli?
Czy wierzył w "strategiczny sojusz USA i Gruzji" i wojenną pomoc USA
jak świadczą jego ostatnie wypowiedzi?

Za mundurem firmy sznurem....

Za mundurem firmy sznurem....
Prywatni pracodawcy podkupują od armii wybitnych specjalistów. Koncerny
traktują wojsko jak urząd pracy, który szkoli fachowców w niemal każdej
branży

Czego najbardziej obawia się polska armia? Braku uzbrojenia, reorganizacji,
kolejnych zagranicznych misji? Nie. Okazuje się, że polscy dowódcy
najbardziej boją się utraty najlepszych ludzi. Niedawno w jednej z wyższych
szkół wojskowych, gdy absolwenci odebrali dyplomy ukończenia szkoły, po
wszystkich zgłosił się operator telefonii komórkowej, oferując pracę
wszystkim łącznościowcom. Nie zraziło go nawet to, że w takiej sytuacji
żołnierze musieliby zapłacić rekompensatę wojsku za lata nauki.

- Operator nie widział w tym żadnego problemu i chciał płacić za wszystkich
absolwentów - wspomina Jarosław Rybak, rzecznik Ministerstwa Obrony
Narodowej.

Za kilkanaście dni kończy się kolejny rok akademicki, a pod drzwiami
Wojskowej Akademii Technicznej już ustawiają się chętni, kusząc i oferując
młodym adeptom intratne kontrakty w prywatnych firmach. Na wojskowych lekarzy
czekają kliniki medyczne, polskich pilotów tanie linie lotnicze, o logistyków
i kierowców upominają się firmy transportowe, a po twardych wojaków uznane na
krajowym rynku firmy ochroniarskie. - Zauważyliśmy, że to staje się problemem
dla armii - mówi mjr Sławomir Lewandowski, rzecznik prasowy dowódcy Wojsk
Lądowych. - Żołnierze prowadzą na bieżąco rozpoznanie rynku pracy i stąd to
zagrożenie - dodaje. Jak duże? - W 2006 r. po raz pierwszy żołnierskie kadry
odnotowały znacznie większy odpływa wojskowych, niż zakładano nawet w
najbardziej pesymistycznym wariancie. Z mundurem pożegnało się wówczas ponad
3,5 tys. żołnierzy. Ale to dopiero początek masowych odejść. Tylko w tym roku
już ponad 2 tys. żołnierzy na własną prośbę odeszło już z wojska. Większość
otrzymała bardziej atrakcyjne wynagrodzenie i szybko musieli podjąć decyzję -
wyjaśnia Jarosław Rybak.

Chętnych na zatrudnienie żołnierzy rzeczywiście nie brakuje. - Zatrudniamy
kilku b. pilotów wojskowych, bo mają bezcenne doświadczenie. Są bardziej
zdyscyplinowani, a także potrafią przewidzieć dużo więcej sytuacji, niż
potrafi to zrobić pilot po zwykłych kursach. Obserwowałem lot pilota
wojskowego w naszych liniach podczas gwałtownej burzy. Błyskawicznie potrafił
przewidzieć kilka przeróżnych scenariuszy. Sam podpowiadał nawet wieży
kontrolnej, co może i co chciałby zrobić, aby pasażerowie w jak najmniejszym
stopniu to odczuli - mówi Eryk Kłopotowski, rzecznik prasowy tanich linii
lotniczych SkyEurope.

. - Wśród pracowników działów technicznych PTC jest spora grupa absolwentów
Wojskowej Akademii Technicznej - przyznaje Jolanta Szerstobitow, starszy
specjalista ds. rozwoju personelu PTC. Powód? Zarobki. Doświadczony kierowca
w wojsku zarabia ok. 3-3,5 tys. zł brutto, w prywatnej firmie od razu
dostanie 5-6 tys. zł. Doświadczeni łącznościowcy i piloci też już mają dość
ciężkiej pracy za 5-6 tys. brutto. Gdy złożą swoje CV w prywatnej firmie, na
odpowiedź nie muszą czekać nawet tygodnia. Zarobki oczywiście wyższe dwa, a
nawet i trzy razy.

Armia się jednak nie poddaje. Dowództwo Sił Powietrznych pod nadzorem
wiceministra Jacka Kotasa opracowuje nowy system wynagradzania doświadczonych
pilotów. Potwierdza to rzecznik MON Jarosław Rybak. - Czym więcej lat w
wojsku i więcej wylatanych godzin, tym piloci będą otrzymywali wyższe
wynagrodzenie.

Źródło: Metro

Pozdro
Krzysztof

Prezydent o spotkaniu z Putinem: Nie chciałbym ...

Co do wkładu USA, CCCP i innych krajów w pokonanie Niemiec, to zobacz na mapie
linię spotkania wojsk zachodnich i sowieckich w 1945.

Ta linia różni się od późniejszej granicy RFN z NRD i Czechosłowacją. Zachodni
Alianci zdobyli między innymi:
Schwerin, Magdeburg, Turyngię (z obozem w Buchenwald), Lipsk oraz Pilzno.

Niewykluczone, że Amerykanie doszliby do Berlina przed Sowietami. Widocznie
jednak politycy uzgodnili, że to Rosjanie wezmą Berlin (jak w 1762).

Zresztą Amerykanie mieli znacznie trudniejsze zaopatrzenie dla wojska. Spróbuj
zorganizować transport choćby pułku pancernego z Chicago nad Łabę. Znacznie
trudniej niż np. z Uralu nad Wisłę: załadować na pociąg i jazda! Poza tym
Amerykanie dostarczali sprzętu Sojuzowi a nie odwrotnie.

No i o tym bilansie strat Niemiec:
Istotnie, straty niemieckich wojsk lądowych na wschodzie i zachodzie są jak 4 do
1 (dobrze ilustruje to ilość niemieckich armii pancernych, przeważnie na froncie
wschodnim walczyły 4 a na zachodnim 1). Ale przecież nie tylko piechota
walczyła. W lotnictwie proporcje były wyrównane a we flocie zupełnie odwrotne.
Poza tym, w walce z Sowietami ginęli przeważnie niemieccy piechurzy, natomiast
Alianci zachodni niszczyli niemieckich inżynierów, wykwalifikowanych robotników,
ośrodki przemysłowe, naukowe i infrastrukturę. To była walka o niszczenie
potencjału gospodarczego wroga. Strata dobrego np. tokarza była dla Niemiec
znacznie boleśniejsza niż strata uzbrojonego w karabin i 2 granaty piechura.
No i jeszcze żołnierz żołnierzowi nie równy. Na jednego żołnierza Kriegsmarine
przypadało znacznie więcej ton stali i godzin zużytych na szkolenie niż na
piechura Wehrmachtu. Wyprodukowanie jednego U-Boota kosztowało tyle, co
kilkadziesiąt czołgów. Wyszkolenie załogi U-Boota czy pancernika było również
kosztowniejsze od szkolenia wojsk lądowych. Koszty pogotowia obrony
przeciwlotniczej też były mordercze.

Wracamy do 1939:
Nikt nie planował, że walki wybuchną akurat we wrześniu. Liczono się, że
wybuchną w ogóle. W sytuacji walk niemiecko-francuskich polskie wojsko nie
potrzebowałoby wykonywać uderzeń przełamująco-okrążających, bo po prostu wschód
Niemiec byłby ogołocony z wojsk.

Pierwotnie Adolf planował zaatakować NAJPIERW Francję. W rzeczywistości
zaatakował najpierw Polskę rzucając ok. 80 % swoich sił. Zachodni front
pozostawił praktycznie swojemu losowi i ufał w siłę Westwall (czyli Linii
Zygfryda).

Zresztą, polskiej granicy zachodniej z roku 1939 nie obroniłaby ŻADNA armia
świata. Już na początku Niemcy mieli możliwość atakowania obszarów po obu
stronach Wisły. Umocnień praktycznie nie było. Zatem obrona nie dawała szans
powodzenia. Cóż więc pozostawało? Ano, albo atak albo stworzenie koalicji.

No i jeszcze parę słów na temat przygotowania do Blitzkriegu:
Akurat polscy generałowie mieli doświadczenie w wojnie manewrowej prowadzonej na
dużych obszarach - 1920.

Ktoś użył argumentu, że kadra dowódcza Wehrmachtu była zaawansowana wiekowo.
Wystarczy poczytać biografie niemieckich feldmarszałków i generałów: wszyscy oni
skończyli I wojnę światową ze stopniem co najwyżej kapitana. Średni wiek
niemieckiego generała był znacznie wyższy niż w każdej innej armii.

Odradza sie Wojsko Jagiellońskie

1.M.as (al) Sadr to marny syn wielkiego ojca. Słabo wykształcony (czarny
turban), ambitny ponad miarę, za pieniądze irańskich służb specjalnych
zgromadził wokół siebie szyicki, ale przez prawdziwych szyitów pogardzany
"lumpenproletariat" i wykorzystując słabość struktur władzy sterowanej przez CPR
i tego kosmicznego nieudacznika Bremmera - zorganizował "powstanie". Była to
-jak sądzę- próba irańskich sił na terenie Iraku wiosną 2004 roku. Sistani
rzeczywiście udzielał mu ojcowskich opeerów, ale tym, który go zastopował był
prawdopodobnie Hakim.
Nasi bronili tzw. City Center (ratusz, więzienie, urząd podatkowy i kilka innych
budynków administracyjnych) bo tam po prostu byli, a bezę mieliśmy niedaleko.
Na początku walk,naznaczony przez USA gubernator Wit Wit, szef policji i inni
notable uciekli wraz z podległymi strukturami z miasta i tylko żołnierze gen.
Gruszki zostali w budynkach.
Dobrze się bronili, celnie strzelali, ale o tym cicho. Jedno jest pewne, że
sadrowcy pod wodzą swoich "poruczników" stracili ochotę do kolejnych szturmów
tym bardziej, że odsiecz z Babilonu przyszła szybko i też się z nimi nie
patyczkowała.
Al Kut jest bliżej granicy z Iranem i tamże stopień infiltracji - pożal się Boże
- władz irackich był całkowity. Ci. wraz z okupacyjną administracją CPR uciekli
z miasta na wieść o pierwszych strzałach w Karbali. Uciekła policja, a komendant
ciupy wypuścił więźniów i się zaczęło! Ukraińców w mieście nie było, bo
stacjonowali za miastem w szkole wojsk lądowych i przy lotnisku. Sadrowcy
zdobyli miasto i byli tym wyraźnie zaskoczeni. Dopiero po jednej dobie Marines i
Ukraińcy odbili miasto bez większych trudności i powstanie się skończyło, to
wcale nie znaczy, że M. as Sadr zniknął. Jeszcze o nim usłyszymy, gdy wojna
domowa rozgorzeje na dobre.
2.Mngołowie mieli w MND-CS jedną kompanię w sile 100 ludzi. Pełnili służbę
wartowniczą w bazie logistycznej w Al Hillah koło Babilonu. Choć to dla nas
egzotyczne wojsko, to chylę czoło i full respekt. To dobrzy żołnierze i
doskonali strzelcy. Incydent, o który pytasz był prozaiczny. Ów dzielny Mongoł
pełnił służbę na pierwszym Checkpoincie przy wjeździe do naszego NSE (logistyka
dla niewtajemniczonych) w Al Hillach. Obserwował podejrzaną ciężarówkę i gdy ta
się nie zatrzymała na pierwszy sygnał stop, to z odl. ok. 200 m. z pozycji
stojącej trafił kierowcę z Kałacha i uratował nas od tragedii. Dlaczego? A no
dlatego, że za T-wall'em (5-7 m. wysokości) i rzędem spiętrowanych kontenerów
działała baza logistyczna. Gdyby się przebił i wysadził, to jatka byłaby taka,
jak u Włochów w Basrze. Strach pomyśleć....
Nas żołnierze o niczym nie wiedzieli, bo to było za murem, a i na pojedyncze
strzały nie reagowali myśląc, że to znowu jakieś wesele. Ot i cała prozaiczna
prawda.
Najlepsze jest to, że kiedy dziękowano mu za postawę i uratowanie wielu ludzi ów
mongolski żołnierz był wyraźnie skrępowany i nieco zaskoczony. Gdy gen. Bieniek
wręczył mu aparat cyfrowy, to chłopak był zawstydzony paradą, jaką mu przygotowano.
Jeszcze raz - full respect dla Mongoła. Na pytanie, gdzie się nauczył tak
strzelać, to ponoć odpowiedział, że to u nich rodzinne.Wiele mu zawdzięczamy!
3. Na koniec zostawiłem sprawę dla mnie najtrudniejszą. Bułgarzy. Muszę być
taktowny, bo mam w pamięci ofiary śmiertelne po zamachu z 27.12.2003 roku w
bazie Hotel w Karbali. Tym bułgarskim spadochroniarzom nikt życia nie wróci i
jesteśmy im wdzięczni pamięć, bo zginęli na wojnie.
Bułgarski dowódca to synalek ich szefa sztabu. Z każdą pierdołą dzwonił do ojca,
a ten informował prezydenta i media. Nasi dowódcy w MND-CS mieli z nim i jego
następcami krzyż pański To Bułgarzy sami, mimo polskich wątpliwości wybrali tą
nieszczęsną bazę z trzech stron otoczoną przez osiedle wojskowe zamieszkałe
przez wkurzonych oficerów irackich, których ten sukinsyn Bremmer jednym pismem
pozbawił środków do życia. Dalszych działań można się domyślać.
Jeżeli jeszcze dodamy do tego ów medialny "zamach" na ich prezydenta w trakcie
jego pobytu w Iraku, to zrozumiesz, że bałkański temperament i wrodzone
bałaganiarstwo zwalano na grzbiet dowództwa polskiego, bo to dowództwo nie
pasowało Bułgarom wcale. Jako mocarstwo chcieli się rządzić sami i były tego
tragiczne następstwa. Amen.

PS. Na koniec coś dla Wolf 34 ( uznanie i szacunek do wiedzy!)

Gdy zmieniali się dowódcy MND-CS w styczniu 2004 roku, to uroczystość
zorganizowano w babilońskim amfiteatrze. Najbardziej zapamiętałem fakt, że
ukraińska orkiestra wojskowa polskim generałom grała "Pierwszą Brygadę" w
Babilonie. Petlura się w grobie przewracał...
Pozdrawiam

US Marines w kajdanach III RP?

US Marines w kajdanach III RP?
www.wirtualnapolonia.com/teksty.asp?TekstID=4864
537 Polakow w Armii USA na Bliskim Wschodzie
195 nie ma obywatelstwa USA

2003-04-11 (09:15) Nowy Dziennik

W silach zbrojnych USA w wojnie z Irakiem sluzy obecnie 537 Polakow. 342 ma
obywatelstwo USA. 195 nosi amerykanskie mundury posiadajac tylko obywatelstwo
polskie.</BZ

Wedlug danych Departamentu Obrony USA 37 z tych, ktorzy maja tylko
obywatelstwo polskie, odbywa sluzbe wojskowa w Iraku w oddzialach piechoty
morskiej, w tzw. marines. 98 to zolnierze oddzialow ladowych, 18 sluzy w
silach powietrznych, a 42 w marynarce wojennej. Zaden z nich nie odbywa
sluzby wojskowej w stopniu oficera, gdyz moze byc nim tylko obywatel USA. W
razie powrotu do Polski osoby sluzace w amerykanskich jednostkach wojskowych
moga popasc w konflikt z prawem.

"Moze sie tak zdarzyc, chociaz polskie wladze nie beda ich scigac za to, ze
sluzyli bez pozwolenia w obcej armii" ­ poinformowala "Nowy Dziennik" konsul
ds. prawnych z konsulatu RP w Nowym Jorku Marta Grabowska. Jesli jednak na
przejsciu granicznym zdarzy sie, ze zostana dokladnie sprawdzeni, wowczas,
jak to ujela przedstawicielka polskiego konsulatu, "jest mozliwe, ze moga
miec klopoty". Prawo polskie mowi bowiem, ze kazdy obywatel Polski musi
uzyskac pozwolenie polskich wladz wojskowych na sluzbe w wojsku obcego
kraju. "Taki wlasnie jest stan prawny tych osob" ­ podkreslila konsul
Grabowska.

Dane Departamentu Obrony USA mowia takze, ze w silach zbrojnych USA sluzy
obecnie 342 Polakow posiadajacych amerykanskie obywatelstwo. 93 z nich to
oficerowie, 38 sluzy w wojskach ladowych, 36 w silach powietrznych, 7 w
marines, 12 w marynarce wojennej. Pozostale 249 osob to szeregowcy. 90 z nich
jest w wojskach ladowych, 4 w oddzialach obrony wybrzeza, 68 w silach
powietrznych, 45 w marines, 42 w marynarce wojennej.

Marek Tomaszewski

Polacy sluzacy w Armii USA na Bliskim Wschodzie

Polacy z obywatelstwem USA

Wojska ladowe 90 38 oficerow
Obrona wybrzeza 4
Sily powietrzne 68 36 oficerow
Piechota morska 45 7
Marynarka wojenna 42 12

Polacy bez obywatelstwa USA

Wojska ladowe 98
Obrona wybrzeza 0
Sily powietrzne 18
Piechota morska 37
====================

Marszałek profesor Longin Pastusiak dla "Glosu Wybrzeża" 26.03.2003-04-11

www.wirtualnapolonia.com/teksty.asp?TekstID=4792
www.glos.gda.pl/spoleczenstwo/spoleczenstwo1.htm
"Nie ma takiego problemu, gdyż niemożliwe jest, aby w armii Stanów
Zjednoczonych służyli obywatele obcych państw - powiedział "Głosowi" prof.
Longin Pastusiak. - Jest to dokładnie sprawdzane - dodał marszałek Senatu."

No i co, towarzyszu Pastusiak?

Ale bazy amerykańskie w Polsce to byście chcieli, towarzyszu Pastusiak, nie?
Zniesienie wiz też byście chcieli?
15 milionów dolarów od rządu USA na pomoc wojskową też powitacie chętnie?

No, a poza tym to jeszcze byście tylko chcieli zamknąć do polskiego więzienia
co najmniej 195, a jeszcze lepiej 537 żołnierzy amerykańskich, co, towarzyszu
profesorze? Najlepiej zaraz poślijcie do Iraku Żandarmerię Wojskową.

Oj, coś mi się widzi, że zobaczycie, profesorze, te bazy, i te wizy, i te
zielone - jak własne ucho...

Dla Arnolda i jego kolegów

Dla Arnolda i jego kolegów
On nigdy nie obrazał Polski.
Zbliżała się wojna 1939 roku. W jej przededniu, w perspektywie niechybnego
zablokowania szczupłej floty polskiej na Bałtyku, najsprawniejsze okręty
słusznie skierowane zostały do Anglii. Im to właśnie przypadło później w
udziale świadczyć swoją skuteczną obecnością na morzach świata o banderze z
orłem w koronie, choć kraj cały znalazł się pod okupacją. Flota ta zyskała
sobie wielką pochwałę i wysoką ocenę u Anglików, którzy nie szczędzili jej
wyrazów uznania.

Nadszedł Wrzesień 1939 - godzina wielkiej próby dla Dowódcy Floty. W obszarze
Hel - Gdynia kontradmirałowi Józefowi Unrugowi pozostały (prócz okrętów
podwodnych) tylko drugorzędne jednostki morskie. Głównym zaś zadaniem dowódcy
była obrona polskiego wybrzeża z umocnionego rejonu na półwyspie Hel (dokąd
przeniesione zostało dowództwo floty). Józef Unrug wówczs w stopniu
kontradmirała dowodził całością morskiej i lądowej obrony. Podlegali mu:
dowódca obrony morskiej komandor Frankowski, dowódca umocnionego Helu
komandor Steyer, dowódca rejonu obrony Oksywie Gdynia pułkownik Dąbek i
dowódca Westerplatte major Sucharski.

Kontradmirał przeżywał tu tragiczne chwile. Był świadkiem kolejnej zagłady
pozostałych okrętów i upadku punktów oporu z Westerplatte na czele. Bronił
się uporczywie na wąziutkim pasku Helu, ostatniej morskiej reducie
Rzeczpospolitej. Wobec druzgocącej przewagi wroga i braku uzasadnienia dla
dalszych wciąż rosnących krwawych strat, przy kończących się zapasach,
postanowił z dniem 2 października (już po kapitulacji Warszawy), przerwać
beznadziejną dalszą walkę, z krótką decyzją: "odpowiedzialność spoczywa
wyłącznie na mnie.

W kwaterze dowódcy floty na Helu zjawia się niemiecki admirał von Sokmundt.
Dowódca Unrug rozmawia z nim wyłącznie po polsku poprzez tłumacza. Niemiec
zna przeszłość i rodzinne powiązania polskiego kontradmirała i wyraża
zdziwienie - dlaczego nie rozmawiąją po niemiecku? -"Moi oficerowie mają
wiedzieć o czym z panem rozmawiam"- brzmi odpowiedź.

Zaczyna się okres niewoli, w której kontradmirał nadal zachowuje swój
nieugięty i stanowczy charakter.

Jest poddawany wielorakim perswazjom, propozycjom i naciskom. Przecież on,
dawny oficer Kriegsmarine - wojennej floty niemieckiej powinien zmienić swoje
przekonanie i przyznać się do niemieckości. Namawiają go do tego jego dalecy
niemieccy krewni, odwiedzają go byli koledzy z czasów, gdy służył w
niemieckiej marynarce wojennej. Rozmawia z nimi krótko i to po polsku lub
angielsku. Podobne sytuacje się powtarzały.

Raz zjawił się nasz kontradmirał w jakiejś sprawie w towarzystwie tłumacza u
komendanta obozu jenieckiego. Niemiecki komendant kazał wyjść tłumaczowi z
gabinetu twierdząc, że jest zbyteczny. Unrug zatrzymał oficera -tłumacza i
powiedział: "niech pan powie generałowi, że moim służbowym językiem jest
wyłącznie język polski." Tej postawy Niemcy nie mogli darować naszemu
kontradmirałowi, podlegał szykanom i represjom. Często przenoszono go karnie
do innego obozu. Przebywał w obozach: Nimburg, Spittal, Woldenberg
(Dobiegniew), Sandbostel, Colditz i Mumau, gdzie doczekał się końca wojny.We
wszystkich relacjach zanotowanych przez współjeńców kontradmirał Unrug rysuje
się jako wzór niezłomnego Polaka i szlachetnego człowieka, który w ciężkich
chwilach obozowych podtrzymywał kolegów na duchu.

Po wyjściu z obozu jenieckiego Unrug przebywał w Anglii, awansował do stopnia
wiceadmirała, był w czynnej służbie do czasu likwidacji Polskich Sił
Zbrojnych na Zachodzie.

Admirał Józef Unrug zmarł w wieku 88 lat. Pochowany został czasowo w
Montresor we Francj i przed spodziewanym przeniesieniem go (gdy tylko
zaistnieją odpowiednie warunki), na właściwe miejsce spoczynku na Oksywiu.W
roku 1976 w tamtejszym kościele umieszczono tablicę z napisem:
"Pamięci admirała Józefa Unruga dowódcy floty 1925 - 1939 oraz wszystkich
oficerów, podoficerów i marynarzy, którzy oddali swe życie w obronie naszego
Wybrzeża, na dalekich morzach świata w latach 1939 - 1945"

Admirał odznaczony był orderem Virtuti Militari V kl., Komandorią Orderu
Polonia Restituta, Komandorią Legii Honorowej. Złotym Krzyżem Zasługi z
Mieczami i innymi.

Jedyny jego syn Horacy Franciszek, inżynier żonaty z Anną Potocką żyje we
Francji. Młodszy brat admirała Michał (1896 -1974) był kawalerzystą w I
wojnie światowej, służył w Huzarach Saskich jako podporucznik. Gdy powrócił z
wojny na froncie zachodnim, jak sam napisze w swoich nie drukowanych
wspomnieniach, w Poznaniu i wszystkich miastach garnizonowych Wielkopolski
istniały polskie jednostki wojskowe. Chciał się też niezwłocznie zameldować w
jednej z nich. Ale jak to powiedzieć matce? Ledwie wrócił z frontu, a
przecież matka była Saksonką. Na szczęście ona sama poruszyła ten temat.
Mówiła o tworzącym się polskim wojsku, że powinien spełnić obowiązek wobec
Ojczyzny, że nie chciałaby być posądzona o powstrzymywanie syna od obowiązku
by stanął w obronie kraju "byłem wzruszony jej postawą i lojalnością oraz
zrozumieniem mojej powinności." Michał na początku 1919 roku wstępuje do
formującego się w Gnieźnie trzeciego pułku ułanów wielkopolskich
(późniejszego 17 pułku im. Bolesława Chrobrego). W kampanii 1920 roku
dowodził w tym pułku 4 szwadronem. Jego jednostka była pierwszą, która
wmaszerowała do Kijowa. Był ranny w walkach nad Dnieprem. Po ukończonej
wojnie pozostał w wojsku i był jako rotmistrz adiutantem szefa Sztabu
Głównego. Potem przeszedł do służby dyplomatycznej i był długoletnim radcą
poselstwa polskiego w Sztokholmie. Po II wojnie osiadł w Londynie.