Cytat:No oczywiste jest, że nic osłownie na ulicy nie leży, ale chcieć to móc
Nie pamiętam ile kosztuje tygodniowy bilet na metro - ostatnio w Londynie tylko czasowe na autobus kupowałam - i to i tak było 13,5 funta za tydzień (wakacja 2006).
Ludzie mają różne wyobrażenia, jak wygląda tam życie i różnie patrzą na sprawy.
A co do biletów to znalazłem taką stronkę:
http://www.londontransport.info/undergroundp.htmMoże pomóc. Jak jest i na ile aktualne? Nie wiem. Wiadomo, że im więcej
stref obejmuje karta tym drożej (dość logiczne), a chyba Travel Card oprócz metra obejmuje rówież autobusy (nie wiem czy tak jest, ale gdzieś słyszałem).
Cytat:Mnie nurtuje jedno pytanie:
po kiego grzyba cały czas ludzie wyjeżdżają do Londynu? Chodzi mi o ludzi z niewielkimi kwalifikacjami, niewystarczającymi do znalezienia "normalnej" pracy. Lądek Zdrój jest przecież zawalony wszelkiej maści imigrantami, a mimo to ciągle masa ludzi właśnie tam wyjeżdża, jakby nie było innych miejsc w UK.
To jest temat rzeka i można by o tym dużo mówić. Często ludzi znudzeni i zniesmaczeni sytuacją w kraju, swoją sytuacją rodzinną, materialną (każdy ma inaczej) i patrzy, analizuje i wychodzi mu, że nie znajdzie tutaj pracy i ma nikłe perspektywy, oprócz "wegetacji", postanawia wyruszać zagranicę. Głównie kierunek oscyluje na "Wyspy" i bardzo często wypada Londyn? Dlaczego? Duże miasto, dużo ludzi, to i pracy nie powinno zabraknąć. Hipotetycznie. Gdy nie byliśmy w UE sytuacja była różna, mało Polaków (na pewno mniej niż teraz), potem
Polska wstępuję do UE, otwiera się rynek pracy i Polacy go szturmują, po jakimś czasie, trochę się przesyci i większość miejsc może być zamknięta. A teraz przecież 1 stycznia do Słowenia weszła do
strefy Euro, Bułgaria i Rumunia wchodzi do UE i pewnie także z tych krajów ludzie się rzuca do Londynu.
Wystarczy wejśc i sprawdzić poziom życia:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Unia_Europejska (trochę na dole)
Ludzie słyszą różne opowieści, że praca jest i nawet jesli jakaś praca w sklepie, to dwójka osoób pracująca, może żyć w wynajętym mieszkaniu, a potem znaleźć coś lepszego i pracę. Że jest inna mentalność, że ludzie przyjaźni, że jest szansa dobrej pracy. Ktoś przedtem napisał, że jego znajomy, nie skończyl studiów, a pracuje w firmie i awansuje. Różnie bywa.
Jednak rzeczywistość czasami bywa inna. Nie trzeba niepotrzebnie upiększać mitu Londynu, że to miasto, gdzie praca jest wszędzie i tak jak przedtem napisałem, dobra praca jest na ulicy i wystarczy po nią sięgnąć. To miasto jak każde inne. Osoby bez kwalifikacji, którzy i tak w
Polsce mają problemy ze znalezieniem pracy, to myślą, że tam czeka ich lepsze życie. Ich także trzeba zrozumieć. Trzeba popatrzeć także z ich punktu widzenia. Fakt, ich decyzje raz są dobre i przemyślane, a raz nietrafne i prowadzą do nikąd.
Powstają różne plotki, ludzie nie chca wytrzymać stanu w
Polsce, bo co nie włączam telewizji czy radio to "padaka" (ja nie oglądam telewizji i nie slucham radio, jakby coś to Travel Channel, Geographic, BBC, a tak to w internecie glownie siedze), ludzie wyjeżdżają, czasami nie znają języka lub utkwili przy "ścianie płaczu", ktoś oszukał. Albo odwrotnie, znaleźli pracę, taka że swobonie wyżyją, znajda nowych znajomych, spotkają starych przyjaciół, los się do nich uśmiechnie, po jakimś czasie znajdą lepszą pracę, zmienią mieszknie, spotkają kogoś. Później to od nich zależy czy wrócą lub nie. Albo ściągną resztę rodziny.
Jednak tak czy inaczej, język to podstawa i pozytywne nastawienie. Jeśli ktoś wyjedzie z myślą, że "wszyscy zginiemy" to nie wróżę świetlanej przyszłości. Bez kompleksów, że jesteśmy gdzieś na obrzeżach cywilizacji, nam też się także od życia coś należy. Juz tak jest, że nawet w rozmowie, ktoś mówił, że był w Londynie lub zna kogoś kto tam pracował. Duże miasto, więc ludzie myślą, że skoro duże, to dużo miejsc pracy. I skoro w
Polsce, niektórzy mają "nóż na gardle" to skoro im wszystko jedno, to jadą tam, może ich los się odmieni. Fakt, że imigrantów i ludzi szukających pracy jest bardzo dużo, są okresy, że jest ich zatrzęsienie (wakacje) i kiedy jest ich mniej (niewakacje ).
Trzeba także wczuć się w drugą osobę. Rozwinąć empatię. Czasami trzeba spojrzeć obiektywne, czasem subiektywnie i doradzić, czasami slusznie, żeby pojechał. A czasami to jest zły pomysl i po prostu "gdzieś błądzi".
Temat jest jak rzeka i żeby o tym porozmawiać to trzeba najpierw porozprawiać o "dorzeczach" aby później jak kawalki puzzli utworzyć całość.